wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 11


11.
Usłyszałam głośne pukanie.
- Ola! Otwórz to ja Zibi!
Wstałam i wolnym krokiem poszłam otworzyć po czym dalej poszłam spać.
- Co to ma być! Wstawaj i to już!
No tak. Mogłam to przewidzieć ,że tu będą Mnie maltretować tak jak siatkarzy. Wstałam i ociężałym ruchem ruszyłam do łazienki. Po 30 min byłam już gotowa. Zbyszek leżał sobie na moim łóżku i oglądał TV. Zaszliśmy na dół do dużej stołówki. Wszyscy już siedzili i jedli. Gdy tylko przeszłam przez próg wszyscy chórem powiedzili mi dzień dobry. Zaczełam sie śmiać po czym kulturalnie odpowiedziałam. Wziełam swoją miskę płatków i usiadłam koło Krzyśka ,a zaraz obok Mnie usiadł Zibi. Przy stole siedział jeszcze Kurek, Winiar i Pit.
- Jak sie spało? - zapytał Krzyś.
- Było dobrze do puki Mnie ktoś nie obudził waląc w drzwi jak opętany. - mówiąc to popatrzyłam sie na Zibiego po czym wybuchliśmy śmiechem.
Po skończonym śniadaniu poszłam na góre. Nie zdążyłam nawet usiąść jak ktoś zapukał.
- Proszę!
- No to idziemy biegać - powiedział zadowolony Zbyszek, wpadając do pokoju.
- Nie! - rzuciłam sie na łóżko ,a zaraz po tym poczułam łaskotanie.
- Zbyszek! Zejdź ze Mnie! - krzyknełam, nie mogąc opanować sie od śmiechu.
Gdy sie troche ogarneliśmy, przebrałam sie i wyszliśmy na dwór pobiegać. Biegaliśmy wokół ośrodka. Czasami zatrzymywaliśmy sie by odetchnąć i spokojnie porozmawiać. Po dwóch godzinach wróciliśmy do mojego pokoju. Położyłam się na łóżku po czym odrazu zasnełam. Gdy sie obudziłam po dwóch godzinach, leżałam w Zbyszka ramionach. Czułam piękny zapach perfum. Spał tak słodko ,ale musiałam go obudzić bo miał zaraz trening.
- Zibi
A on tylko mocniej Mnie przytulił . Czułam sie jakoś dziwnie, tak dobrze, bezpiecznie.
- Zibi, trening masz zaraz.
- Ale ja nie chce ! - powiedział po czym zaczął Mnie gilgotać.
- Hahaha ! - śmiałam sie bez końca.
W końcu wstaliśmy, Zbyszek poszedł do swojego pokoju, nagle ktoś zapukał. Był to Krzysiek.
- Jak tam w pierwszy dzień ?
- Dobrze, zakolegowałam sie ze Zbyszkiem. - powiedziałam to troche nie
śmiało.
- A może coś wiecej ? - uśmiechnąl się po czym poruszył brwiami.
- Nie ! - krzyknęłam - Chyba nie. No jest bardzo miły i uroczy ,ale Igła ja mam 15 lat! On jest od Mnie starszy ponad 10 lat. Nie wiem czy było by cos z tego ,a poza tym nie wiem czy sie mu podobam..
- No dobrze. Dobra to chodź idziemy na sale.
Na hali chłopaki juz sie rozgrzewali. Zbyszek mnie zauważył po czym pomachał mi. Trening trwał 3 godziny. Mimo tego ,ze byłam wykończona bardzo podobał mi sie. Wróciłam do pokoju, wziełam prysznic i zeszłam na kolacje.
Wróciwszy do pokoju odrazu połozyłam sie na łóżku. Kolejny raz w tym dniu usłyszałam pukanie. Byłam tak zmęczona ,ze nie miałam siły wstać.
- Proszę !
Wszedł ktoś po cichu, usiadł na moim łóżku, delikatnie przejechał ręką po moich włosach i je odgarnął. Był to Zbyszek.
- Zmęczona co ?
- Troche, bardzo. -odparłam.
- No to zabieram Cię na nocny spacer.
- O nie ! Nie dam rady! - odpowiedziałam ze zmęczeniem.
- No chodź, prosze! - przekonał Mnie swym nieziemskim głosem.
Poszliśmy do pobliskiego parku. Była piękna noc. Gwiazdy na niebie jasno świeciły. Przy stawie na ławkach siedziało pełno zakochanych par. Po wodzie pływały kaczki i łabędzie. Usiedliśmy na trawie. Rozmawialiśmy i śmialiśmy sie bez końca. Nawet nie wiadomo kiedy mineły 2 godziny. Wróciwszy do ośrodka, pożegnałam się ze Zbyszkiem. Przytulił Mnie mocno. On nie chciał Mnie puścić ,a ja go.
Weszłam do pokoju i podeszłam do okna. Uśmiechnełam się. Nie zdążyłam nawet pomyśleć o tym jak dzisiejszy dzień był piękny, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Ktoś szybkim ruchem mnie obrócił i czule pocałował.
- Kocham Cię! - powiedział.


Yeeah!  jadę na mecz ! .
Moje jedno z największych marzeń spełnia się <3

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 10


10.
Dni mijały w błyskawicznym tępie. Przez dwa i pół miesiąca zdążyłam zaprzyjaźnić się z Zosią i Karoliną. Nastąpiły w końcu wakacje. Krzysiek dawno był za zjeździe gdyż zaczeła sie Liga Światowa , a ja nie mogłam z nim pojechać. Był gorący lipiec, leżałam sobie na tarasie w stroju kąpielowym i się opalałam. Igły nie widziałam już ponad miesiąc, bardzo za nim tęskniłam. Nagle ktoś zasłonił mi oczy.
- Niespodzianka !
Od razu wiedziałam kto to był. Wstałam szybko i rzuciłam się mu na szyje.
- A co ty tutaj robisz , przecież jeszcze się Liga nie skończyła ? - zapytałam zaskoczona.
- No tak ,ale obiecałem ci przecież ,że zabiorę Cię do Spały.
Nie mogłam uwierzyć to co to mówi. Miałam spędzić pare tygodni w zamkniętym ośrodku z dwunastoma przystojnymi facetami ?!
- Idź sie szybko spakować bo czekamy na ciebie.
- Czekamy ?
Igła kazał spojrzeć w bok. Pod moim domem stał autokar Reprezentacji, a przed nim stała cała jedenastka wraz z trenerem.
- O nie !  jestem w bikini ! - zaczełam panikować.
Igła zaczął się śmiać i poszedł do swojego domu. Pobiegłam szybko na góre. Wyciągnełam największą walizkę jaką miałam i zaczełam wywalać wszystko z szafy. Pobiegłam szybko do łazienki i zabrałam ze sobą wszystkie kosmetyki. Rozbiłam świnkę i zabrałam wszystkie oszczędności. Równie szybko przebrałam się, odświeżyłam i zbiegłam na dół. Zorientowałam sie zaraz ,ze zapomniałam walizki wiec wbiegłam znowu.
- Mamo, to ja lece, będę tęsknić.
- Ja też córcia, masz jeszcze tu 50 zł, baw sie dobrze. - powiedziała po czym mocno Mnie przytuliła.
Wyszłam z walizką przed dom, stanełam przed autokarem. Narysowany był Kurek, Bartman i Igła. Z uśmiechem przejechałam lekko ręką by ich dotknąć. Nim się zorientowałam stał za Mną Zbyszek.
- Cześć, mam nadzieje ,ze przez te pare tygodni poznam Cię lepiej. - powiedział z uśmiechem po czym wziął moją walizkę i wrzucił ją do bagażnika.
Wsiadłam do autokaru, przywitałam się z kierowcą. Nie wiedziałam gdzie mam usiąść , żeby nie zająć nikomu miejsca. Z góry wiedziałam ,że tył jest zajęty dla największych.
- Siadaj gdzie chcesz. Pozwolisz ,ze ci potowarzyszę ?
- Miło będzie. - powiedziałam po czym ruszyłam zająć miejsce przy oknie.
Chłopaki zaraz weszli do autokaru, każdy przywitał się ze Mną ,a Igła puścił mi oczko z uśmiechem.
- Wiec, jak w nowej szkole ?
- A dobrze, jakoś sobie radzę.
Nasza rozmowa nie miała końca. Rozmawialiśmy przez pełne 3 godziny. Byłam potem tak zmęczona ,ze nie wiedziałam kiedy zasnełam w ramionach Zibiego, który prawdopodobnie zaniósł Mnie na rękach do pokoju. Obudziałam się późną nocą. Zostawił kartkę na której napisane było ,, Słodko śpisz, przyjde po Ciebie o 8 i pójdziemy na śniadanie''. Poszłam się odświeżyć, rozpakowałam się i poszłam dalej spać.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 9


9.
Prawie całą niedziele przygotowywałam się do szkoły ,którą dzisiaj miałam rozpocząć. Nie znałam jeszcze zbyt tego miejsca i nie wiedziałam co Mnie czeka. Wstałam rano o 7. Igła zadeklarował sie ,że zawiezie i przyjedzie po Mnie. Byłam lekko zdenerwowana. Trzy razy sprawdzałam czy wszystko mam spakowane. Wsiadłam w Igły auto i pojechaliśmy.
- Ola spokojnie, dasz rade. Taka niesamowita dziewczyna jak ty poradzi sobie. - uspokajał Mnie Krzysiek.
Uśmiechnęłam się lekko. Gdy przyjechaliśmy na miejsce popatrzyłam na szkołe ,a potem na Igłe, uśmiechnął się po czym pocałował Mnie w policzek.
- To powinno Cię ruszyć. - powiedział z uśmiechem.
Wysiadłam z auta. Stałam przed nową szkołą. Wziełam głęboki wdech i wydech po czym weszłam do środka. Idąc korytarzem na ścianach wisiały materiały związane z siatkówką. Usłyszałam dzwonek. Doszłam akurat pod sale gdzie miałam mieć lekcje. Polski z moją nową wychowawczynią. Weszłam nie pewnie do klasy, każdy zajmował miejsce i przyglądał się mi. Po chwili do sali weszła z uśmiechem pani, wyglądała na sympatyczną. Podeszła bliżej Mnie i zwróciła się do klasy.
- To jest wasza nowa koleżanka o ile się nie myle Ola. Od dzisiaj będzie z wami uczęszczać do jednej klasy. Idź proszę zajmij miejsce.
Na samym końcu było wolne miejsce , podeszłam bliżej i zapytałam siedzącą tam dziewczyne.
- Moję się dosiąść ? - powiedziałam po czym lekko się uśmiechnęłam.
- Jasne . - powiedziała z uśmiechem.
- Aleksandra .
- Zosia.
Połowe lekcji siedziałam i myślałam prawie o wszystkim bo nie starczyło mi czasu. Dzisiaj miałam 5 lekcji , jedna mineła jeszcze 4 . Chciałabym zobaczyć sie teraz z Krzyśkiem, pójsć z nim na spacer, pogadać, pośmiać się ,ale musiałam przeżyć jeszcze cztery godziny. Następna lekcja to wf. Po dzwonku poszłam do szatni się przebrać, oczywiście musiałam sie pytać ,mnóstwo osób jak tam trafić. Przebrana weszłam na sale, miałam na sobie swoją ulubioną koszulkę z volleymani, szare spodenki i buty do siatkówki. Zaraz podeszła do Mnie Zosia i spytała.
- Grasz w siatkówkę ?
- Tak. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Okazało się również ,że gramy w siatkę. Najpierw ćwiczenia miałyśmy ,a potem przeszłyśmy do piłek. Odbijałam z nowo poznaną koleżanką. Nawet dobrze jej szło tak jak pozostałym. Po 10 minutach był atak. Nasza wf-istka była zaskoczona tym ,ze potrafie grać. Zgrywki ,a potem rozpoczełyśmy gre. Byłam w drużynie z dziewczynami ,które akurat zainponowały mi swoją gra. Sety trwały dość nudno, ale moja drużyna szczęśliwie wygrała.
Po wf-ie nastąpiły kolejne trzy lekcje które szybko się skończyły. Przed szkołą stał już samochód Krzyśka. Z uśmiechem ,że już w końcu mogę go zobaczyć wsiadłam szybkim ruchem do auta.
- Hej, jak tam ? - powiedział odpalając auto.
- A dobrze, zapoznałam się w dziewczynami.
- Mówiłem ze bedzie dobrze, jedziemy szybko do domu bo Iwonie nie chciało się robić obiadu to twoja mama robi i dzisiaj u ciebie jemy - powiedział ze śmiechem. - Wstąpimy jeszcze do cukierni po pączki.
W domu byliśmy po 30 min. Pachniało pysznie przyżądzone spagetti. Poszłam umyć z Krzyśkiem ręce, oczywiście chlapaliśmy się na wzajem ,ale gdy usłyszeliśmy krzyk zdenerwowanej mamy ,ze obiad stygnie, zakręciliśmy kran i szybko usiedliśmy do stołu. Posiłek spoZywaliśmy w spokoju, jednynie dzieciaki ze sobą rozmawiały po swoim języku. Było dzisiaj ciepło wiec postanowiliśmy z Igłą ,że pójdziemy wieczorem się przejść. Musiałam odrobić lekcje, ale na szczęście te tematy miałam już przerobione z tamtej szkoły.
O koło 19 do mojego pokoju wkroczył Krzyś.
- To co idziemy ?
- Idziemy.
Szliśmy wąską dróżką, która prowadziła na łąkę. Rosło na niej pełno czerwonych maków. Z dala można było dostrzec góry, które dopasowały się idealnie do zielonych dolin z oddali. Wszystko wyglądało jak z obrazka. W końcu przystaneliśmy, poczuliśmy lekki ciepły wiatr, usiedliśmy na trawie. Niebo stawało się już pomarańczowe, słońce pomału zachodziło. Wpatrywałam się w Krzyśka.
- Ale ty jesteś przystojny. - powiedziałam mu bez chwili namysłu.
Igła zaczął się śmiać ,a ja wraz z nim.
- Masz taki piękny uśmiech i oczy. - powiedziałam z powagą.
Przyglądał się mi chwile po czym wstał.
- Dobra wracamy do domu na pączki, kto ostatni nie dostanie żadnego.
Po tych słowach szybkim ruchem zerwałam sie z miejsca i pobiegłam jak najszybciej umiałam. Przed bramką byliśmy już po pięciu minutach ,ale przybieglismy w tym samym czasie.
- Dobrze biegasz siatkarko . -ledwo co wypowiedział te słowa.
- Ty też siatkarzu.
Weszliśmy do domu, Kobiety z dzieciakami siedziały na tarasie i jak zwykle plotkowały. Rzuciałam sie ociężałym ruchem na łóżko, byłam zmęczona.
- Krzysiek ! Chodź na chwile. Chciałam Cię o coś prosić.
Po chwili siedział już obok mnie, podając mi pączka.
- Bo jest taka sprawa. Chciałabym ,żebyś zabrał Mnie do Spały gdy bedziesz jechać. - powiedziałam nieśmiałym głosem.
- Chciałbym ,żebyś pojechała ze mną ,ale nie wiem co na to trener. Obiecuje z nim porozmawiać.
- Dziękuję Ci bardzo. - rzuciłam się mu na szyje i mocno przytuliłam - Idę spać bo jestem zmęczona ,a jutro kolejny dzień w nowej szkole. - powiedziałam niezadowolonym głosem.
- Nie załamuj się , w każdej chwili możesz do Mnie zadzwonić to po ciebie przyjade.
- Igła.
- Tak ?
- Dziękuję ,że zgodziłeś się być blisko mnie, pomóc mi w przejściu trudnych chwil. Dziękuję ,że jesteś moim Przyjacielem. - pocałowałam go w policzek po czym ruszyłam w strone schodów.
- To ja dziękuję ,ze pojawiłaś się w moim życiu. - powiedział po czym rzucił mi uśmiechem.

sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział 8


8.
Dni mijały w błyskawicznym tepie. Niestety nie miałam czasu skontaktować się z Krzyśkiem, ale słyszłam jak mama pare razy rozmawiała z Iwoną.
Zbliżały się święta wielkanocne. Miałyśmy je spędzić z dziadkami przed Naszym wyjazdem. Z klubem i szkołą pożegnałam się już. Bez łez, kwiatków i upominków nie obeszło się. Będę za nimi wszystkimi tęskniła Razem przeżyliśmy tak dużo. Każda chwila z nimi była dla mnie ważna. Pierwsze miłości, zauroczenia. Juz na zawsze w mym sercu pozostanie. Pozostałe walizki spakowane gdyż pierwsza połowa razem z meblami i innymi drobiazgami pojechały kilka dni wcześniej, Igła miał odebrać i wszystko przygotować do naszego przyjazdu. Po trzech dniach rodzinnych świąt przyszedł dzień wyjazdu. Od dziadków dostałam trochę pieniędzy na szkołę i wydatki. Jak zwykle nasłuchałam się abym była ostrożna. Igła miał czekać na nas na peronie. Bałam się najbardziej o siostre. Jak ona sie odnajdzie w nowym mieście, dla Niej to wszystko nowe. Ona też przeżyła rozstanie ze szkołą, przyjaciółmi. Może zaprzyjaźni się z Dominiką i Sebastianem. Stwierdziliśmy z mamą ,że wyjedziemy w nocy ,aby być rano. Pociąg był o godzinie 22:05. Na peronie byłyśmy już o 21:45. Pojazd już stał. Zajełyśmy wygodne miejsca ,założyłam słuchawki i pogrążyłam się w marzeniach zasypiając. Śniło mi się ,że wygrałam z chorobą i zostałam siatkarką. Grałam w Reprezentacji Polski ,a Igła był Moim Najlepszym Przyjacielem jak i trenerem. Był na każdym moim meczu. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu aż do późnej starości.
 Na miejscu byłyśmy około 9:00 rano. Tym razem zbudziła Mnie mama. Był piękny wiosenny ranek. Słońce jak zawsze tu świeciło, ptaki śpiewały radosną muzyke. Wysiadłam z pociągu z mamą i siostrą. Zaczełyśmy się rozglądać ,ale Krzyśka nigdzie nie było. Postawiłam walizkę i usiadłam na niej.
- A co jeśli zapomniał ,że dzisiaj przyjeżdżamy ? - zapytała  mama.
- Napewno nie, on nigdy nie zapomina. - powiedziałam ,ale nawet sama nie byłam tego pewna.
Wnet za filra wyłoniła się biegnąca postać. W ręku trzymała coś czerwonego. Tak to on ! Wstałam szybko i pobiegłam w jego strone. Po chwili utoneliśmy w swym uścisku zapominając o rzeczywistości.
- Proszę to dla Ciebie. - powiedział wręczając mi do ręki czerwoną różę.
- Piękna, dziękuje. - odparłam po czym jeszcze raz go przytuliłam.
- To dla Ciebie. - wręczył z uśmiechem żółtą różę Mojej siostrze. -  Tak na dobry początek Przyjaźni. - powiedział po czym posłał jej kolejny uśmiech.
- A ten bukiet to dla Ciebie. - pocałował mojej mamy dłoń i wręczył jej bukiet także żółtych róż.
- Oj Krzysiu naprawde nie musiałeś. - powiedziała mama.
- Musiałem, musiałem. Nie kiedy zdarza się taka okazja przywitać trzy piękne Legniczanki ,a teraz Rzeszowianki. - odpowiedział Krzyś.
Wzieliśmy walizki i poszliśmy do naszego nowego domu. Pierwszy raz widziałam go na oczy. Zewnątrz był to piękny duży zielono-ciemny domek jednorodzinny. Weszliśmy do środka gdzie na parterze była łazienka z prysznicem, duża kuchnia, ogromy salon i pokój do pracy. Na górze była sypialnia, trzy pokoje i łazienka. Wszystkie pomieszczenia były już wyremontowane, meble stały tylko trzeba było poukładać swoje drobiazgi. Od razu wiadomo który był to mój pokój. Igła zadeklarował wcześniej ,że sam go robi i urządza. Widocznie znał mój gust bo był jeszcze bardziej piękniejszy niż sobie wyobrażałam. Ściany były biało-czerwone jak flaga Polski. Na jednej ze ścian namalowana była cała reprezentacja. Obejmowała ona ją całą. Byłam pod wrażeniem. Miałam też duże łóżko i co sie okazało ,że mam pościel i poduszki również z ich podobiznami. Na szafce nocnej stała lampka w kształcie mikasy ,która świeciła na żółto-niebiesko. Dalej stała pufa również w kształcie piłki. Na kolejnych ścianach wisiała koszulka Reprezentacyjna Ignaczaka, jak się okazało to była prawdziwa w której grał na meczach. Podeszłam do biurka. Stał tam mój aparat a obok stało zdjęcie obrobione w ramkę ,a na nim ja i Krzysiek. Łzy mi napłynęły do oczu. Igła stał za Mną. Odwróciłam się i mocno wtuliłam się w niego. Czułam jego zapach, który na zawsze chciałam zapamiętać.
- Igła, Dziękuję Ci za wszystko co dla Mnie zrobiłeś. Za wszystko Ci Dziękuję. - wypowiedziałam to przez łzy patrząc się uważnie w jego oczy. On się uśmiechnął, uniósł swoją rękę i otarł mi łzy.
- Chodź pokaże Ci coś. - złapał Mnie za rękę i pociągnął.
Wyciągnął schody z sufitu i pomału po nich wszedł ,a ja za nim. Wkroczyliśmy do dość sporego pomieszczenia który zwie się strychem.
- Zrobiłem to specjalnie dla Mnie i dla Ciebie. Tutaj będziemy mogli porozmawiać spokojnie jak by Nas coś gryzło na sumieniu. Można tu wszystko robić. Od czytania książek po spanie. Ale o tym miejscu nikt nie wie oprórcz Mnie i Ciebie dlatego nie mów nikomu bo wtedy nie będziemy mieli kryjówki. - ostatnie słowa wypowiadał rozbawiony.
Zeszliśmy na dół abym mogła zobaczyć kolejne pomieszczenia. Na dole Iwona już zawitała do Nas.
- Iwona ! - krzyknęłam po czym rzuciłam się w jej strone. Przywitała Mnie w mocnym uścisku.
- Witam Cię w nowym domu. Zapraszam Was na obiad ,a wieczorem na grilla. Przyjadą chłopaki z Reprezentacji wiec zapowiada się niezła zabawa. - powiedziała z uśmiechem.
Cieszyłam się ,że ich znowu zobacze bo dawno się nie widzieliśmy. Idąc zobaczyć piwnice z lekkim zakłopotaniem zapytałam Igły.
- Krzysiek. Bo.. wiesz. Bardzo chciałabym poznać bliżej Zibiego. Pomożesz mi ? - powiedziałam ze skiniętą głową.
- Hahaha ! Jasne. - powiedział rozbawiony Krzyś po czym zeszliśmy po schodach do dość dużego pomieszczenia.
Mamy dużą piwnice gdzie zmieści się nawet spory samochód, garaż z przejściem do domu i ogromny ogród. Okazało się ,że to jest obok Igły domu. Na środku ogrodu zauważyłam ślady płotu ,który rozdzielał dom Ignaczaków i teraz nasz. Super ,że teraz mamy wspólny jeden wielki ogród. Na tarasie stały leżaki, stół i grill. Dalej był dość spory basen. Już sobie wyobrażałam wakacje. Kąpanie się całymi dniami z Krzyśkiem. Tak sie rozmarzyłam ,że nie usłyszałam wołania mamy.
- Ola ! Wołam Cię i wołam. Chodź się przebrać bo idziemy zaraz na obiad. - krzykneła mama.
Poszłam posłusznie do domu. Weszłam na górę po schodach i zamknęłam się w swoim pokoju. Wszystko było takie piękne ,że aż nie chciało się wychodzić stąd. Otworzyłam szafe ,a tam wisiało pełno różnych sukienek. Ja nigdy nie chodziłam w sukienkach wiec nie były moje i nie wiedziałam czyja to sprawka ,ze sie tam znalazły. Już na sam widok widać było ,że dużo kasy ktoś w to włożył. Wyjełam każdą po kolei. Jedna w kwiatki, druga gwiazdki. Mój wzrok wypatrzył czarną sukienkę pokrytą ćwiekami i cekinami. Bardzo mi sie podobała wiec chciałam ją przymierzyć i założyć na obiad. Ktoś miał dobry gust kupując te sukienki. Poszłam do łazienki odświeżyć się. Wziełam pół godzinny prysznic. Założyłam sukienkę. Wyprostowałam swoje czarno-czerwone włosy. Podkręciłam rzęsy czarnym tuszem i podkreśliłam oczy czarną kredką. Założyłam czarne czułenka, do kopertówki włożyłam najpotrzebniejsze do niej rzeczy. Po chwili byłam już gotowa. Zeszłam powoli na dół. Mama i siostra również były gotowe. Mama była ubrana na fioletowo. Krótka sukienka, kopertówka i szpilki. Wyglądała pięknie. Paulina zatem miała na sobie białą sukienkę w kolorowe kwiaty. Była uczesana w dwa kucyki ,a jej gumki zdobił kwiat rumianku.
- Pięknie wyglądasz córeczko. - powiedziała mama. - Ale skąd masz tą sukienkę ? - zapytała zdziwiona.
Myślałam ,że to ona mi kupiła ,ale po chwili namysłu pierwsze co mi przyszło do głowy to Igła.
- Dziękuję, ty też. Znalazłam w szafie.
- Dobra. Jak gotowe to idziemy. - powiedziała mama.
Wyszłyśmy z domu i po nie całej pół minucie byliśmy przed domem Ignaczaków. W drzwiach powitała nas Iwona.
- Fajnie ,że już jesteście. Za 10 minut będzie obiad. - powiedziała z uśmiechem. Miała na sobie atrakcyjną czarną sukienkę bez rękawów i czarne szpilki. Weszliśmy do środka gdy zaraz za ściany wybiegły dzieciaki. Przytuliły się mocno do moich nóg.
- Cześć Ola ! - powiedziały chórem. - A kto to jest ? - zapytał Sebastian wskazując na Paulinę.
- Cześć dzieciaki. To jest moja siostra. Paulina. Myśle ,że zaprzyjaźnicie sie i sprawicie aby Rzeszów nie był dla Niej aż tak straszny. - powiedziałam po czym podali sobie ręce i zaraz pobiegli z Pauliną do pokoju.
Mama z Iwoną były w kuchni. Wszedł do salonu akurat Igła.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział ze szczerym uśmiechem.
- Dziękuję , ty też bardzo elegancko. - wybuchliśmy naraz śmiechem. Podszedł do Mnie bliżej jak by chciał się mi bardziej przyjrzeć.
- Chciałbym z tobą zatańczyć.
- Ze Mną ? - byłam zdziwiona po czym zaczełam sie śmiać. Igła kiwnął głową. Podszedł do wierzy i włączył Titanica. Podszedł do Mnie.
- Czy mogę prosić panią do tańca ? - wystawił rękę i swe śnieżno-białe zęby.
- Tak. - odpowiedziałam ze śmiechem po czym podałam mu rękę.
Zaczeliśmy tańczyć w rytm muzyki. Było jak w bajce. Złapałam go jedną ręką za ramię ,a on Mnie w tali, drugą zaś trzymaliśmy się za ręce. Wpatrywałam się cały czas w jego oczy ,a on w moje. Czułam się jak bym latała. On prowadził Mnie tak delikatnie i lekko. Wreście mogłam dotknąć jego dłoni. Rozmarzyłam się ,ale długo to nie trwało ponieważ wyrwał Mnie z marzeń głos mamy.
- Pięknie tańczycie ,ale teraz siadajcie do stołu bo wystygnie obiad. - powiedziała po czym wróciła do kuchni.
- Dziękuję Ci za taniec. - powiedział Krzyś po czym pocałował Mnie delikatnie w dłoń. Uśmiechnęłam się po czym zasiadłam do stołu.
Na obiad były pierogi ruskie. Jadłam ze smakiem i zachłannie ,ale musiałam uważać na moją sukienkę. Po obiedzie posiedzieliśmy na kanapie i rozmawialiśmy o mojej przyszłej szkole i różnych innych rzeczach. Była godzina 16:00. Chłopaki mieli zjawić sie o 17:00. Poszłam z mamą i siostrą do domu aby przebrać sie w coś luźniejszego. Dzisiaj miało być prawdziwe ognisko, pieczenie kiełbasek, chleba i ziemniaków. Ubrałam krótkie jeansowe spodenki, koszulkę czarną i czarne trampki. Na ogródku Igła już rozpalał ogień. Związałam włosy w kucyka i poszłam na ogród. Jak na kwiecień było gorąco. To tak jak śnieg w maju.
- Pomóc ci w czymś ? - zapytałam.
- Nie dziękuję. - odparł Igła.
- Masz piękny ogród. - powiedziałam z uśmiechem po czym zaczełam sie rozglądać.
- Dziękuję, sam urządzałem i sadziłem rośliny.
Nie wiedziałam o co mam się zapytać , o czym rozmawiać. Wstałam i poszłam do domu poczytać ksiażke. Dochodziła godzina 17:00. Słyszałam przyjeżdżające auta, śmiechy, krzyki ,a jednak nie chciało mi sie wstawać.
- Ola, przyjechali chłopaki. - przyszła powiadomić Mnie mama.
- Dobra, potem przyjde. - odparłam po czym pogrążyłam się w dalszych przygodach rodziny Dollangangerów.
Zamknęłam po chwili ksiązke i wyjrzałam przez okno. Dzieciaki latały po ogrodzie i bawiły się w ganianego. Dorośli siedzieli przy rozpalonym ogniu. Piekli kiełbaski i się śmiali. Postanowiłam ,że zejde do nich. Wychodząc z pokoju weszłam w coś. A raczej nie w coś tylko w kogoś. Był nim Zbigniew Bartman.
- O przepraszam, nie zauważyłam Cię. - powiedziałam lekko zawstydzona.
- Nie to ja przepraszam. A tak wgl to cześć. - powiedział z uśmiechem.
- Cześć. - te jego oczy.
- Właśnie przyszedłem ze Zbyszkiem ,żebyście sie lepiej zapoznali. - nagle wyłonił sie za pleców Igła.
Popatrzyłam się na Igłe a ten puścił mi oczko.
- Dobra to ja lece na dół do chłopaków. Przyjdźcie nie długo bo wszystko zjemy. -powiedział schodząc Krzysiek.
Staliśmy tak sami przez chwile. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Może wejdziesz do Mojego pokoju ? - zaproponowałam
- Z chęcią.
Był chyba zachwycony gdyż uśmiechał się cały czas. Zatrzymał wzrok na Moim zdjęciu z Igłą. Przyglądał się chwile po czym usiadł na pufie z mikasy.
- Masz bardzo ładny pokój. - powiedział wlepiając wzrok we Mnie.
Odpowiedziałam mu uśmiechem, po czym usiadłam na łóżku. Nie miałam żadnych tematów ,abym mogła z nim porozmawiać. Widać było ,ze on też był lekko zakłopotany.
- Napijesz się czegoś ? - palnęłam pierwsze lepsze pytanie.
- Nie dziękuję. - uśmiechnął się swym czarującym uśmiechem.
Jeny jak oni na Mnie działają. Ich zapach, spojrzenie, uśmiech. Jest to coś niesamowitego kochać dwunastu meżczyzn na raz.
- To co może opowiesz mi coś o sobie ? - zapytał.
- Okej. - po czym opowiedziałam mu moją całą historię. Wysłuchał Mnie do końca. Widać było ,że interesował się tym. Po pół godzinach opowiadania odparł.
- Bardzo piękną masz historię związaną z siatkówką. Jeżeli bedziesz potrzebowała jakiejkolwiek pomocy nie tylko Igła ,ale i ja i reszta chłopaków pomożemy ci.
Uśmiechnełam się po czym dodał. - Może chodźmy już na dół do wszystkich. - Skinełam głową po czym zeszliśmy na dół. Muzyka leciała wszyscy prawie tańczyli. Przywitałam się ze wszystkimi po czym usiadłam koło Krzyśka który pilnował ,aby kiełbaski się nie spaliły.
- Jest cudowny. - szepnełam mu do ucha.
Popatrzył się na mnie potem na niego i uśmiechnął się.
Zabawa trwała do późnej nocy. Bawiliśmy się niesamowicie. Tańczyłam z każdym. Opowiadaliśmy sobie kawały i śmialiśmy się ze wszystkiego. Po 23 każdy zaczął się już zbierać mimo tego ,że jutro miała być sobota.
- Dobranoc Ola. - powiedział Zibi po czym podszedł i przytulił Mnie.
- Dobranoc. - odpowiedziałam.
Pomogłam Igle posprzątać po czym pożegnałam się i poszłam do swojego pokoju. To była moja pierwsza noc w nowym domu. Położyłam się i zasnełam w pięknym śnie.

piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 7


7.
Obudziłam się w ciepły słoneczny dzień. Na szafce nocnej leżała piękna pomarańczowa róża ( oznacza przyjaźń ) ,a obok niej stała kartka : Od rana jestem na hali. Zjedz sobie śniadanie. Będę ok. 14. Całuję Igła. Uśmiech nie schodził mi z ust. To takie słodkie. Pomyślałam po czym wybuchałam niekontrolowanym śmiechem. Wstałam szybko z łóżka i skacząc radośnie po schodach śpiewałam piosenkę Eweliny Lisowskiej- W stronę słońca. Włączyłam Eskę. Akurat ona leciała. Na śniadanie zrobiłam sobie jajecznicę. Zdecydowałam ,że zjem na tarasie. Wiosna przybywała dość szybko. Ptaki radośnie śpiewały swą codzienną przyśpiewkę. Ignaczaki mieli piękny ogród. Wszędzie rosły piękne kwiaty, drzewka owocowe, krzewy. Po skończonym śniadaniu poszłam umyć naczynia. Poszłam się ubrać i dalej nie wiedziałam co mam robić. Była godzina 12:30. Stwierdziłam ,że w podzieńkowaniu za wszystko co dla Mnie zrobił Igła i Iwona ugotuje obiad. Nie wiedziałam dokładnie co , wiec zerknełam to księgi przepisów, którą znalazłam na półce. Było dużo przeróżnych dań. Po kilku minutach przeglądania stwierdziłam ,że zrobię spagetti. Dochodziło 10 po 13. Krzysiek ma się zaraz zjawić. Wrzuciłam do wody makaron. W Esce leci teraz piosenka ,, W sieci ''. Stałam chwile w zamyśleniu. Nie. Siatkówka dla Mnie jest najważniejsza. Kontynuowałam robienie obiadu. Była 13:50. Jeszcze tylko sos i gotowe. Właśnie pod dom podjechał samochód Krzyśka. Zaczełam wyciągać talerze z kredensu. Byłam zadowolona ze swojego czynu. Otworzyły się drzwi.
- Jestem już ! - krzyknął Krzysiek - Przyprowadziłem Ci kogoś nawet. - dodał.
Wybiegłam z kuchni.
- Mama ! - krzyknęłam po czym rzuciłam się w jej stronę.
- Ola, tak bardzo się martwiłam. - powiedziała. Widać było ,że przez te dwa dni zmieniła się trochę. Miała wory pod oczami niczym podbite.
- Nie trzeba było, Krzysiek się Mną zaopiekował. Przy nim zapomniałam o wszystkim.- powiedziałam z uśmiechem popatrzyłam sie na niego ,a on puścił Mi oczko.
- A co tak ładnie pachnie ? - zapytał zdziwiony Igła.
- W podzieńkowaniu za wszystko ugotowałam obiad. - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Ta dziewczyna jest niesamowita ! - krzyknął Krzysiek po czym podbiegł do Mnie, podniósł i kręcił w koło.
- Hahahaha ! -  mama nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
- Igła ! , obiad wystygnie ! , Igła ! - próbowałam go opanować. W końcu Mnie odstawił i poszedł umyć ręce.
W końcu siadliśmy wszyscy do stołu. Nałożyłam każdemu.
- Mm, pyszne. - zadeklarował zaraz Krzysiu.
Przeniosłam wzrok na mame.
-Nie wiedziałam ,że tak dobrze gotujesz. - powiedziała z uśmiechem .
Mi też smakowało. Po obiedzie , poszłam na taras trochę posiedzieć i nawdychać się Rzeszowskiego powietrza. Dzisiaj przecież wracałam do domu już. Nie chciałam. Tutaj było mi najlepiej. Ale no cóż. Miałam w Legnicy szkołę i klub. Za oknami tarasu mama z Krzyśkiem rozmawiali o czymś. Ciągle patrzyli się na Mnie. Nie wiem o co chodziło. Weszłam do domu i zapytałam.
- O czym rozmawiacie ? .
- O niczym córa ,a tak o sobie rozmawiamy. - powiedziała z lekkim zakłopotaniem mama.
- Udam ,że Mnie to nie interesuje. - powiedziałam z uśmiechem i poszłam do kuchni sie czegoś napić.
Po paru minutach przyszła Iwona z dzieciakami. Od razu przybiegły do Mnie się przytulić. Widocznie polubiły Mnie.
- O, Cześć Bożenko. - podeszła Iwona do mojej mamy. I ją przytuliła. - A co tak ładnie pachnie, Krzysiu obiad zrobiłeś ? - zapytała zaskoczona.
- Nie to Ola zrobiła w ramach podzieńkowań za naszą gościnność. - powiedział dumnie Igła.
Iwona odwróciła się do Mnie, podeszła i Mnie przytuliła.
- Zawsze jesteś u Nas dobrze widziana, przyjeżdżaj kiedy chcesz i na ile. - powiedziała z uśmiechem po czym znowu Mnie przytuliła. Miała łzy w oczach.
Podałam Iwonie spagetti. Zjadła z wielkim apetytem. Nawet prosiła o dokładkę.
- No, my już będziemy się zbierać, dochodzi godzina 20 ,a za godzinę mamy pociąg. - powiedziała mama.
Nie chciałam jechać ,ale trzeba było w końcu wrócić do rzeczywistości. Wiedziałam ,że nie długo wróce tu. Tutaj to jest całkiem inne życie, inni ludzie. Miałam nadzieje ,że mama zdecydowała się zamieszkać tu. Poszłam na góre po swoje rzeczy, przebrałam się z koszulkę reprezentacyjną. Zeszłam na dół. Przystanełam w progu przed pokoju. Każdy miał wzrok skierowany na Mnie. Łzy cisneły mi się same do oczu. W końcu rzuciłam swoje rzeczy na podłogę i rzuciłam się na Krzyśka. Ten bardzo mocno Mnie objął. Nie chciał puścić. Też nie chciał abym z tąd wyjechała. Podeszłam potem do Iwony. Ją też przytuliłam. Pożegnałam się z dzieciakami. Wziełam swoje rzeczy i wyszłam z domu. Mama też sie pożeganała i poszłyśmy na dworzec. Zaraz za nami krzyknął Igła.
- Czekajcie, podwiozę was !.
Miło z jego strony. Po 20 minutach byliśmy już na dworcu. Ignaczak odprowadził Nas na peron. Ostatni raz stałam w jego uścisku. Na koniec poczułam nagle lekkie musniecie jego warg na mym policzku. Przeszła Mnie gęsia skórka. Wsiadłam do pociągu z mamą. Zajełyśmy miejsca przy oknie. Krzyś jeszcze stał. Przyłożyłam swoją dłoń do szyby. Igła podszedł i również przyłożył. Poczułam ciepło. Po chwili usłyszałam gwizd. Łzy spływały po policzkach jedna po drugiej nie tylko mi. Odjeżdżamy. Pomachałam mu ,a on mi. Dostałam zaraz SMS. ,, Nie płacz Moja Siatkarko ; * ''. A ja mu odpisałam ,, Nie płacz Mój Siatkarzu ; * ''.
W Legnicy byliśmy o 8 rano. Obudziło Mnie ciepłe słońce niczym reflektor. Cały czas myślałam o Krzyśku. Dzisiaj był wtorek. Miałam dzisiaj trening. Postanowiłam pójść na niego. Po godzinie byliśmy w domu. Siostra w szkole. Tato chodzi swoimi ścieżkami. Poszłam do swojego pokoju i sie w nim zamknełam. Na ścianie wisiał dalej plakat z moimi idolami. Popatrzyłam sie na Krzysia. Jednym palcem pogładziłam kawałek kartki. Szczęśliwa włączyłam Eske i zaczełam tańczyć, śpiewać. Leciała znowu Ewelina. Wziełam piłkę i zaczełam odbijać. Po 30 minutowym wygłupianiu się zaczełam robić porządek z moimi ciuchami. Przeszukałam kieszenie w spodniach aby wrzucić je do prania. Znalazłam ulotkę. Rozwinełam ,a na niej informacja o szkole Siatkarskiej w Rzeszowie. Odwróciłam ,a z tyłu było napisane : Chcę aby Twoje Marzenia się spełniły. Pomogę Ci w tym~` Igła. On chce abym poszła do szkoły siatkarskiej !? . Zostanie siatkarką to Moje marzenie. Może warto spróbować. Może jak trafie to tej szkoły to dostane się do Reprezentacji ?. Było po 12. Mama zawołała Mnie na obiad. Siostra własnie przyszła. Jak zwykle docinki z jej i mojej strony były. Nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Nie mogłam znaleść sobie miejsca w domu. Około godziny 15 sprawdziłam sobie facebooka. 20 nowych powiadomień. Igła na swojej strone nic nie pisze już od około miesiąca. Na youtube nie wrzuca żadnych filmików. Cisza w internecie ,a w życiu od kiedy ja się pojawiłam jest innym człowiekiem. Postanowił założyć kampanie przeciw chorobą na białaczkę. Chce również innym dzieciom pomagać, spełniać ich marzenia przed ich końcem. Pomaga jemu głównie Łukasz Żygadło jak i inni z Reprezentacji. Sam Andrea sie przejął tym. W telewizji zaczynają pomału lecieć reklamy z ich udziałem. Jestem im wszystkim strasznie wdzięczna. Po 16 wyszłam z domu. W szatni była Ala. Postanowiłam ,że nikomu o niczym nie będę mówić. Przebrałam się i poszłam na sale. Zaczełam sie rozgrzewać. Trening jak zwykle bez większego wysiłku. Koszulka sucha jak zawsze. Przyszłam do domu. Mama Mnie zawołała do siebie.
- Córa, znalazłam mieszkanie w Rzeszowie i to koło Ignaczaków. Krzysiek pomógł mi pozałatwiać wszystkie sprawy. Przeprowadzimy się po świętach Wielkanocnych. Mam nadzieje ,że sie cieszysz ,ale też niestety bedziesz musiała opuścić klub i szkołę. - poinformowała Mnie mama.
Bardzo się ucieszyłam, podbiegłam do mamy i ją mocno przytuliłam.
- Robię to wszystko dla Ciebie, dla Nas, abyśmy w trójkę były szczęśliwe. - dodała.
- Kocham Cię mamo. - powiedziałam przez łzy.
- Ja ciebie też bardzo córeczko. Ja ciebie też. - powiedziała ocierając swe oczy.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 6


6.
Wstałam dzisiaj bardzo wcześnie niż zazwyczaj. Pościeliłam łóżko i poszłam sie obmyć. Ubrałam sie w swoje rzeczy i zeszłam powoli na dół ,aby nikogo nie obudzić ,ale zobaczyłam siedzącego przy stole Krzyśka.
- Dzień doby, jak sie spało ? - powiedział jak było widać w dobrym humorze.
- Dzień dobry, bardzo dobrze. - powiedziałam po czym lekko sie uśmiechnęłam.
- Chodź usiąść, zaparzyłem Ci herbate. Iwony nie ma. Pojechała zawieść dzieciaki do przedszkola ,a sama do pracy. Bedzie dopiero wieczorem, a ja mam dzisiaj wolne, wiec mamy cały dzień dla siebie.- pokazał swój piękny uśmiech po czym nalał mi herbaty do kubka. - Jesteś głodna ? .
- Nie dziękuję, nie jem od razu po przebudzeniu.
- No dobrze, wiec chcesz pogadać ? .
Pomyślałam chwile czy chce. Przecież to Mój idol. Kocham go.
- Tak chcę. - zadrżał mi lekko głos, bałam sie trochę sama nie wiedząc czego. Chyba będę musiała opowiedzieć mu całą Moją historię o siatkówce.
- Tak wiec, opowiedz mi swoją całą historię z siatkówką. - powiedział po czym pokazał ,ze jest gotowy aby zacząć wsłuchiwać się w każde moje wypowiedziane słowo.
- Dobrze. Tak wiec w siatkówkę gram około 5 lat. Gdy zaczynałam grać nie barałam jej na poważnie, grałam tak po prostu. Od jakiś dwóch lat siatkówka jest całym moim życiem. Internet i telewizja pokazała mi ,że ten sport jest najpiękniejszym ze wszystkich. Te emocje ,które są wywierane z wszystkich kibiców. Czas kiedy możemy wszyscy się zjednoczyć i pomóc Wam wygrać. Łzy ,które są wyciągane na siłe z oczu. Tylko wtedy gdy jesteśmy wszyscy na sali mozemy pokazać ,zeby stanowimy jedność. W dzień kiedy wygraliście Lige Światową , jak oglądałam ten mecz poprostu trudno było się powstrzymać od łez. To jest piękne gdy kibice widzą jak Wy cieszycie się z tego co osiągneliście i razem z wami mogą też się cieszyć. Zostałam Twoją fanką dzień po meczu. Nie mogłam i dalej nie mogę jakoś się od kleić od Ciebie, całej Reprezentacji jak i siatkówki. Do Rzeszowa właśnie przyjechałam ze względu na Ciebie. Bardzo chciałam Cię zobaczyć, było to moim marzeniem. Teraz kiedy... - nie mogłam dalej mówić, łzy mi nie pozwalały. Popatrzyłam sie na Krzyśka, szkliły mu się oczy.
- Spokojnie, już Cię nie męcze. - uśmiechnął się i mnie przytulił. Poczułam jak jego łza spadła mi na ramię. Pewnie wczuł się. Pragnął poczuć to co ja czuję. Za to go lubiłam.
 Wstał zaraz. Otarł szybko oczy i zaproponował.
- Może pojedziemy do miasta na zakupy ? , dobrze zrobi to mi i tobie.
- Jasne. - uśmiechnęłam sie jak najładniej potrafiłam po czym poszłam przygotować sie do wyjścia.
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do centrum. Przejeżdżaliśmy koło kościoła.
- Mógł byś sie zatrzymać ? - poprosiłam.
Krzysiek poparzył sie na Mnie i sie uśmiechnął. Zaparkował na parkingu.
- Idź ,a ja tu na ciebie poczekam.
Przytaknęłam i po czym wysiadłam. Stanełam przed ogromnymi drzwiami kościoła. Wziełam głęboki wdech i wydech. Weszłam do środka. Było paru starców modlących się. Usiadłam do pierwszej ławki. Uklękłam i zaczełam odmawiać wszystkie możliwe modlitwy. Łzy ukradkiem leciały mi. Ręce mi się trzęsły. Wczoraj kiedy pojechałam po wyniki zabrałam ze sobą różaniec wrazie czego. Dzisiaj mi sie przydał. Wyjełam go i zaczełam odmawiać. Za chwile dołączył do Mnie Igła. Pewnie nie chciało mu się siedzieć w aucie ,a przy okazji pomodli się za Arka. Zauważyłam ,że też od łez nie może się powstrzymać.
- Idziemy ? - szepnełam.
- Idziemy. - ścisnął lekko moją rękę i się uśmiechnął po czym opuściliśmy świątynie.
Koło Kościoła był cmentarz. Był właśnie pogrzeb. Wszyscy byli na czarno i kogoś opłakiwali. Z daleka zobaczyłam ,że trumna nie była dość duża. Wsiadając do auta podsłuchałam rozmowe starszych pań.
- To dopiero dziecko. Miał tylko 15 lat ,a rak go tak wyżarł. - powiedziała jedna ze starszych pań.
Załamałam się całkowicie. Wsiadłam ociężałym ruchem do auta. Schyliłam głowe i zaczełam płakać. Krzysiek przytulił Mnie i obiecywał ,że będzie dobrze, że bedzie ze Mną przez całe pół tora roku. To mało prawdo podobne ,żeby człowiek tak bardzo znany pomagał dziewczynie ,która nic dla kraju prawie nie znaczy.
- Dzwonił do Mnie Bartek Kurek. Prosił abyśmy go odwiedzili. Wynajeł sobie mieszkanie nie daleko. Dasz radę ? . - zapytał.
- Tak, dam radę. - wyjełam chusteczki i zaczęłam ocierać oczy.
Na miejscu byliśmy po nie całych 20 min. Bartek mieszkał w dość ładnym, nowym wieżowcu. Prawdo podobnie część siatkarzy również znalazła tu mieszkania. Wjechaliśmy windą na 10 piętro. Mieszkanie 32. Krzysiu zadzwonił dzwonkiem. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Dobrze ,że jesteście. - przywitał nas uradowany Bartek.
Weszliśmy do środka. Było dość skromnie, zadbanie. A niby Kurek to bałaganiarz.
- Siadajcie, napijecie sie czegoś ? .
- Nie dziękuje, Ola ?. - powiedział Igła po czym skierował z wzrok na Mnie.
- Też Dziękuję. - lekko sie uśmiechnęłam.
- Reszta chłopaków zaraz ma się zjawić. - uśmiechnął się Bartek po czym poszedł otworzyć drzwi bo ktoś dzwonił.
- Siemasz Igła , kupe lat ! - wkroczył do mieszkania Zibi ,a za nim reszta siatkarzy. Każdy przybił sztame z Krzysiem po czym wszyscy zasiedli. Po mojej drugiej stronie usiadł Kubiak. Bardzo miły chłopak.
- Jak się czujesz ? -  zapytał z uśmiechem
- Pomału zaczynam rozpadać się ,ale Igła jakoś Mnie skleja. - powiedziałam po czym uśmiechnęłam się.
- Dobra, słuchajcie. Wy wiecie dlaczego Was tu ściągnęłem ,ale Ola i Krzysiu nie. Tak wiec chcieliśmy pomóc jakoś tobie Ola. Wiemy przez co przeszłaś i chcemy jakoś załagodzić to, przez co mozesz przejść. Jak będziesz potrzebowała jakiejś pomocy to zawsze Ci możemy, możesz na Nas liczyć - powiedział Bartek , po czym uśmiechnął sie. Łzy znów zaczeły mi spływać, wybuchłam płaczem. Michał przytulił Mnie. Każdemu szkliły sie oczy. Wstałam i przytuliłam każdego. Nie spodziewałam się takiej pomocy od siatkarzy. Będę im wdzieczna do końca życia.
- Dziękuję Wam wszystkim - powiedziałam przez łzy i lekko sie uśmiechnęłam.
- Krzysiu poda Ci potem numery telefonu nas wszystkich. - powiedział Michał po czym też się uśmiechnął.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę z godzinę. Po czym poszliśmy. Rozmawiałam ze wszystkimi po trochu. Pytali się różnych rzeczy. Była godzina 13:00. Pojechaliśmy do restauracji na obiad. O 14:30 przyjechaliśmy do domu.
- Włącz sobie telewizje ,a  ja zaraz wracam. Mam dla ciebie niespodziankę. - powiedział po czym zniknął zaraz za ścianą.
W TV leciała powtórka meczu Asseco Resovi z Jastrzębskim Węglem. Asseco wygrywała.
- Mam nadzieje,że bedzie na ciebie dobra. - nagle zjawił sie radosny Krzyś, trzymał coś za plecami.
Wstałam i podeszłam. Uśmiechałam sie cały czas.
- Ence pence w której ręce.
- Hm, w prawej ? . - powiedziałam po czym wyciągnął za pleców mały pakunek.
- Co to jest ? - zapytałam zaskoczona.
- Otwórz. - powiedział Igła po czym usiadł na sofie.
Tworzyłam delikatnie pakunek. Byłam w szoku. W pakunku była koszulka Reprezentacyjna z nazwiskiem i numerem Krzysia ,a na niej podpisy wszystkich siatkarzy wraz z trenerami i całym sztabem. Pod koszulką była druga koszula ,ale tym razem Asseco Resovii również z podpisany wszystkich siatkarzy. Kolejny raz się rozpłakałam. Podbiegłam do Krzyśka i mocno go przytuliłam.
-Dziękuje. Dziękuję za wszystko. Dziękuje ,że spełniasz Moje marzenia. - powiedziałam po czym dałam mu buziaka w policzek.
Krzysiek nie spodziewał się tego i był trochę zakłopotany ,ale szybko powrócił do dawnego nastroju.
- Idź przymierz. Mam dzisiaj trening z Reprezentacją. Jedziesz ze Mną ? .
- Tak ! . Pojadę w tej koszulce !. - byłam tak szczęśliwa jak w dniu kiedy spotkałam go pierwszy raz.
- Pięknie wyglądasz w tej koszulce, jest trochę za duża ,ale chyba nie przeszkadza ci to ? .
- Nie, bede ją dłużej miała.- uśmiechnęłam się i zaczełam tańczyć po całym pokoju ,a Igła siedział i tylko śmiał się ze Mnie.
Dochodziła godzina 17:00. Trening zaczynał się o 18:00 dlatego musieliśmy sie już zbierać pomału. Wsiedliśmy w auto. Było już ciemno wiec mogłam podziwiać pięknie oświetlone miasto. Nawet Legnica nie ma aż tyle świateł. Dojechaliśmy na miejsca. Wysiadłam uśmiechnięta razem z Krzysiem. Igła poszedł do szatni ,a ja podeszłam do automatu aby wziąść to co zwykle. W szybie automatu stał za Mną Bartek. Wziełam napój, odwróciłam sie do niego i uśmiechnęłam.
- Dlaczego przyglądasz się mi tak dziwnie ? - zapytałam rozbawiona. Miał taki piękny uśmiech i te oczy. I był taki wysoki.
Podszedł do Mnie bliżej i Mnie przytulił delikatnie aby nie wylać mojego napoju.
- Jak się czujesz ? , widzę ,że masz nową koszulkę . - uśmiechnął się tak ,że o mało mi nogi nie zmiękły. Patrzył się mi głeboko w oczy, uwodził wzrokiem.
- Bardzo dobrze sie czuje, staram się jak na razie nie myśleć o tym. Żyje po prostu tym co jest teraz ,a nie co bedzie. Bardzo dziękuje za tą koszulkę jest świetna. - teraz ja próbowałam uśmiechnąć sie tak ,aby wiedział co znaczy jego wzrok wpatrujący sie me oczy.
Ruszyliśmy razem na sale. Ja poszłam na trybuny ,a Bartek pobiegł do reszty rozgrzewać się. Wbiegł zaraz na sale Igła, pomachał mi po czym zaczął się rozgrzewać. Ich treningi dają tyle emocji co mecz. Każdy tutaj tak samo walczy z piłką jak podczas meczy. To jest piękne. Wypiłam swój napój po czym skierowałam się do automatu po następny kubek. Po 2 godzinach trening skończyli. Każdy zmęczony udał się do szatni ,ale przed tym miał jeszcze siłę ,aby uśmiechnąć sie do Mnie. Krzyś oczywiście musiał pożartować i pogadać z kolegami. Wsiedliśmy do auta po czym pojechaliśmy do domu. Pani Iwona czekała już na nas z kolacją. Było wesoło ,a po kolacji zagraliśmy w kalambury. Żona Igły przygotowała jeszcze dla Nas deser. Kremówki z gorącą czekoladą. Na widok tego przypomniała mi sie mama. Przeprosiłam i odeszłam na chwile od stoły aby zadzwonić do mamy.
- Cześć mamo , jak sie czujesz ? - zapytałam po czym oczekiwałam ,że zacznie na Mnie krzyczeć.
- Córeczko, martwiłam się o ciebie ,ale wiem ,że jesteś u dobrych ludzi i próbujesz zapomnieć o wszystkim. Kiedy wracasz. ? - o dziwo nie podniosła nawet głosu.
- Tutaj zapomniałam o wszystkim. Każdy chce mi pomóc. Tutaj jest mi dobrze. Może zamieszkałybyśmy w Rzeszowie ? - powiedziałam z nadzieją.
- Cieszę się ,że podoba Ci się tu. Pomyśle nad tym. Jeżeli to jest naprawdę miejsce gdzie czujesz się szczęśliwa to czemu nie. - czułam ,ze uśmiecha się.
- Mamo , nie wiesz jak się ciesze. Uścisneła bym Cię. Przyjedź jutro. Poszukamy mieszkania. -  byłam bardzo szczęśliwa.
- Dobrze, zadzwonie potem jeszcze do pani Iwony. Baw się dobrze córeczko. Kocham Cię.
- Ja ciebie też Kocham. - powiedziałam po czym odłożyłam telefon.
Usiadłam do stołu. Zjadłam dwie kremówki, wypiłam czekolade, podzieńkowałam za ten dzień Igle, za kolacje i deser Iwonie i poszłam na górę. Umyłam się, położyłam się po czym usnęłam od razu.

Rozdział 5


5.
Wstałam o 12:00. Ból ustał lecz nadal byłam osłabiona. Na moim biurku stało śniadanie i karta od mamy : Wracam o 14:00 ,a potem pojedziemy po wyniki. Buziaki Mama. Bałam sie czegokolwiek wziąść do buzi po wczorajszym bólu gardła ,ale okazało sie ,że nie było tak źle. Poszłam wziąść lekki prysznic, przysiadłam do laptopa i wpisałam w google moje objawy. Nie mogłam uwierzyć. Byłam chora na białaczke !?. To nie możliwe! Moje Marzenia miały sie rozpłynąć w ciągu pół roku. Próbowałam sie opanować. Włączyłam Eske, rozluźniłam się. Nagle poczułam łzy spływające mi po policzkach. Nie mogę teraz umrzeć.
- Kochanie jestem już, zbieraj sie jedziemy do szpitala. - usłyszałam radosny głos mamy. Mi nie było do śmiechu. Bałam sie najgorszego ,ale nie dawałam nic po sobie poznać. Zabrałam słuchawki, nałożyłam na uszy. Chciałam zagłuszyć najgorsze myśli. Mama coś do Mnie mówiła i się śmiała. Ja jej nie chciałam słuchać , nie dzisiaj , nie teraz.
Dojeżdzaliśmy do szpitala. Ręce i nogi mi sie trzęsły. Wchodząc do środka stanełam na bacznosć. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa.
- Ola, co jest ? No chodź. - wróciła po Mnie mama, złapała Mnie za rękę i pociągnęła.
Lekarz czekał na Mnie już w swoim gabinecie. Poprosił Mnie abym została na korytarzu. Mama długo nie wychodziła, siedziała chyba tam z godzine. Słyszałam krzyki i szloch. Miałam złe przeczucia. W końcu otworzyły sie drzwi. Doktor kazał mi wejść. Obok siedziała mama z trzema paczkami zurzytych chusteczek.
- Ola, tak wiec.. masz białaczkę. Niestety zachorowałaś na nią 2 lata temu i nic sie nie da juz zrobić bo nie była wogóle leczona, dlatego zostało Ci półtora roku życia. Dopiero teraz objawy się ujawniły. Przykro mi. - mówił to ociężałym głosem. Lekarzowi też nie jest łatwo ogłosić wyrok człowiekowi prosto w oczy ,a co gorsza dziecku ,które miało przed sobą mnóstwo życia.
Poczułam jak po policzku płyną mi goszkie łzy niczym wodospad. Wpatrywałam się w doktora. Patrzyłam na niego jak na idiotę. Mam półtora roku aby pozałatwiać najważniejsze sprawy w swoim życiu. Czułam ogromną gule w gardle, nie wiedziałam co powiedzieć ,a co gorsza jak sie zachować. Nagle cały świat przestał dla Mnie istnieć. Przed oczami miałam jedynie mój pogrzeb.
- To co teraz ? Mam w domu siedzieć i czekać aż umrę ? - wypowiedziałam to przez łzy. Nie mogłam tutaj dłużej siedzieć. Wstałam i wybiegłam. Słyszałam jak mama jeszcze za Mną woła. Chciałam się gdzieś skryć, przemyśleć wszystko. Przeszukałam kieszeń. Miałam w niej 50 zł, jakieś papierki i legitymacje szkolną. W sam raz. Pojechałam autobusem na stacje PKP. Kupiłam bilet do Rzeszowa. Wsiadłam w pociąg i pojechałam. Nie panowałam teraz nad swoimi emocjami. Nie wiedziałam co robie i po co. Działałam swoimi nogami i nieogarniętym rozumem.
W pociągu przespałam sie troche. Akurat obudziłam sie jak wjeżdżaliśmy do Rzeszowa. Wysiadłam z pociągu. Miałam pięć nieodebranych połączeń od mamy. Nie chciałam teraz z nią rozmawiać. Była godzina 20:00. Zaczełam isć w kierunku Krzyśka domu. Chociaż widziałam go tylko 2 razy w życiu to chciałam mu wszystko powiedzieć. Zaczeło robić sie chłodno. Miałam na sobie T-shirt, bluze i rozpinaną. Zbliżałam sie pomału do domu Państwa Ignaczak. Światła były zgaszone. Wywieszona była kartka ,że Igła jest na treningu Reprezentacji ,a Pani Iwona w sklepie z dzieciakami. Postanowiłam ,że pójde na hale. Zapamietałam wczorajszą drogę, wiec dzięki moim szybkim ruchom dotarłam na miesce w 30 min. Wszedzie stali stróże. Zaczełam biec w strone drzwi. Zauważyli Mnie i zaczeli biec za Mną. Wbiegłam szybko na hale, podbiegłam szybko do Igły. Stróże wciąż Mnie gonili. Krzysiek uśmiechnął się i przytulił Mnie. Na hale wbiegli ochroniarze z pałkami w ręku. Chłopaki z Reprezentacji wiedzieli co robić, wytłumaczyli wszystko im po czym opuścili sale.
- Co się stało, co tutaj wogóle robisz ? - zapytał zdezoriętowany Krzyś.
- Uciekłam z Legnicy. Byłam u lekarza bo źle sie czułam. - zaczełam mówił gdy zobaczyłam ,że każdy sie na Mnie patrzy i się przysłuchuje. - Dzisiaj odebrałam wyniki i okazało sie ,ze od dwóch lat choruje na białaczke i zostało mi półtora roku. - ostatnie zdania wypowiedziałam to nie mal w płaczu. - Przyjechałam tu bo musiałam z kimś porozmawiać. Chciałabym dotychczas spełnic swoje marzenia. Dwa z nich już spełniłam. Poznałam Ciebie i całą Reprezentacje. Zostało mi jeszcze pojechać na wasz mecz, zebrać od wszystkich autografy i zrobić sobie z nimi zdjęcia. - Igła widział jaka jestem rozbita. Przytulił Mnie. Widziałam jak jego i innych szkliły się oczy.
- Chodź jedziemy do Mnie. - uśmiechnął i poszedł do szatni.
Dzisiaj nie miałam ochoty na kubek capuccina z czekoladą. Prędzej bym zwymiotowała. Jadłam dzisiaj tylko śniadanie ,a czułam się jak bym zjadła z 5 posiłków. Jadąc w aucie była cisza, tylko Krzysiek włączył radio. Właśnie nadawali wiadomosci.
- Nadawane z ostatniej chwili :  coraz wiecej młodych osób umiera na białaczkę bo za późno sie skonsultowali z lekarzem.... - Igła wyłączył radio gdy zauważył ,że na moje policzki nad ciągnęła kolejna fala łez.
Podjechaliśmy już pod dom. Pani Iwona z dzieciakami byli już w domu. Weszłam za Krzysiem do środka.
- Ola ? Co ty tutaj robisz ? - zapytała zaskoczona
- Kochanie, potem ci wszystko wyjaśnię. - próbował zrobić coś aby przy Mnie nie był poruszany ten temat.
- Co na kolacje ? - zapytał głodny Ignaczak
- Frytki i paluszki  rybne. - powiedziała, kładąc na stół.
Usiadłam zaproszona do stołu ,ale niczego nie ruszałam. Żołądek odmawiał posłuszeństwa. Krzyś zdążył wszystko już wyjaśnić żonie wiec nikt Mnie o nic nie pytał ani do niczego nie zmuszał. Za dużo jak na jeden dzień. Chciałam odpocząć i chodź na chwile zapomnieć o wszystkim.
- Mogła bym dzisiaj tutaj przenocować ? - zapytałam nieśmiało.
- Jasne, raczej nie masz innego wyjścia, przecież nie wyrzucę Cię z domu. - powiedziała Pani Iwona. Po czym poszła na góre do pokoju dla gości, przygotować mi nocleg.
Siedzieliśmy dłuższą chwile w ciszy.
- Może jednak coś zjesz ? - spytał się Ignaczak.
Kiwnełam głową na nie.
- Możesz isć na góre. Jest tam też łazienka, możesz sie umyć. - powiedziała Pani Ignaczak schodząc ze schodów.
- Dziękuję. - próbowałam sie uśmiechnąć lecz marnie mi to wyszło.
Weszłam na góre ociężałym tępem. Najpierw poszłam do łazienki. Ściągnełam ubrania, weszłam pod prysznic. Puściłam wodę i delikatnie obmyłam każdą część ciała. Czułam się obolała i osłabiona. Wyszłam powoli, przebrałam się w przygotowaną piżamę. Położyłam się do łóżka. Leżałam chwile z otwartymi oczami. Wstałam. Uklękłam. Zaczełam sie modlić. Było za co dziękować Bogu. Za to ,że mogłam sie urodzić, za to ,że poznałam wspaniałych ludzi. Musiałam sie z tym prędzej czy później pogodzić. Podziękowałam również za te 15 lat życia. Szkoda ,że nie mogłam sie nim nacieszyć dłużej ,ale Bóg jest niecierpliwy i chciał Mnie jak najszybciej mieć przy sercu. Wstałam. Wziełam telefon do ręki. Napisałam SMS'a do mamy : Jestem w Rzeszowie, potrzebowałam spokoju. Nie długo wróce, nie bój sie o Mnie. Zgasiłam światło. Przez okno wbijał się mocny blask księzyca. Oświetlał cały pokój. Na komodzie stało zdjęcie gdzie na nim był Krzyś z Arkiem. Najlepsi Przyjaciele nigdy sie nie roztają. Zawsze byli i zawsze bedą Przyjaciółmi. Kiedyś i Arek złapie swego Przyjaciela za ręcę i poniesie wysoko do siebie.

Komentarze.

Bardzo prosimy o pozostawianie opinii, i co sądzicie o pisaniu tej historii. Dla Oli to jest bardzo ważne. Mamy już ponad 100 wyświetleń a 0 komentarzy.
Wiktoria.

Rozdział 4


4.
Dzisiaj już miałyśmy wracać do domu. Żal mi było opuszczać tak pięknego miejsca. Tyle się wydarzyło w ciągu tych ostatnich dni, nigdy tego nie zapomnę. Siedząc w pociągu wspominałam sobię ten piękny uśmiech i szare cudne oczy. Przeglądałam zdjęcia na swojej lustrzance. Było tam wszystko, każdy szczegół który utkwi mi w pamięci na długo. Przy każdym zdjęciu uśmiech mi nie schodził. Przeglądając telefon w notatkach chciałam zapisać ,ze marzenia sie spełniły ,ale zauważyłam ,ze ostatnia notatka była napisana wczoraj ,a ja nie pisałam nic. Otworzyłam ją by sprawdzić a tam : Zapisze Ci mój numer. W razie jak byś czegoś potrzebowała dzwoń Igła i jego numer telefonu. Nie mogła w to uwierzyć. Stwierdziłam ,ze nikomu tego nie powiem ,a wieczorem do niego zadzwonie. Zbliżałyśmy sie po mału do Legnicy. Szczerze powiem ,że od jakiś paru miesięcy źle sie czuje ,ale nikomu jeszcze o tym nie mówiłam. Teraz jeszcze gorzej sie czułam niż zazwyczaj. Byłam strasznie osłabiona, miałam często gorączki, bóle gardła. W końcu nie wytrzymałam tego bólu.
- Mamo, strasznie źle sie czuje.
- Co Ci jest Ola ?! - prawie niemalże krzykneła.
- Nie wiem, pojedźmy do szpitala. - powiedziałam osłabionym głosem po czym zemdlałam.
Obudziłam sie dopiero w szpitalu leżąc na łóżku szpitalnym. Pielęgniarki latały w tą i z powrotem. Widziałam za szybką jak mama próbowała sie czegokolwiek dowiedzieć co ze Mną ,ale nikt nie chciał nic mówić. Byłam podłączona do kroplówki i do różnych innych urządzeń. Coś było nie tak. W końcu przyszedł pan doktor.
- Jak sie czujesz ?. - zapytał z uśmiechem jak by nic sie nie stało.
- Jestem bardzo osłabiona, co sie stało ? - zapytałam z nadzieją ,ze chociaż mi coś powiedzą.
- Zemdlałaś w pociągu. Zaraz zrobimy Ci pobieranie krwi i sie dowiemy co sie stało. - powiedział po czym wyszedł.
Ale jeżeli  byłam podłączona do róznych urządzeń to musiało się jednak coś stać. Doktor pozwolił mojej mamie wejść do Mnie ,ale spokojnie. A ta wbiegła jak by ją ktoś gonił.
- Córeczko, nic Ci się nie stało!?, mówił coś lekarz ?  - powiedziała zdyszana
- Mamo , nie wiem. Zaraz bede miała pobieranie krwi i wszystko bedzie jasne. - próbowałam ją uspokoić.
Do pokoju wszedł właśnie lekarz z pielęgniarkami , które zaczeły mi wszystko odczepiać.
- Zabieramy Cię na pobieranie krwi - wyjaśnił szybko lekarz po czym wyszedł.
Szłam spokojnie korytarzem. Na krzesłach siedzieli ludzie i dziwnie mi sie przyglądali. Skręciłam w długi wąski korytarz ,który prowadził do dużych szklanych drzwi.
- Pani tutaj musi zostać. - poinformowała moją mame pielęgniarka.
- Ale ...
- Mamo !
- No dobrze idź córa. - powiedziała z rezygnowaniem i pocałowała Mnie w czoło.
Za drzwiami był dalszy ciąg długiego, wąskiego korytarza. Na końcu był nie wielki pokoik. Lekarz kazał mi usiąść na fotelu jak u dentysty.
- Proszę zacisnąć pięść. - powiedziała pielęgniarka po czym długą, cięką igłę wbiła mi w żyłę. Poczułam lekki dreszcz ,który przeszedł po cały moim ciele. Wciąż czułam sie osłabiona, kręciło mi sie w głowie, czułam ,że mam gorączke i ostry ból gardła. Wstałam po czym opuściłam pomieszczenie. Wyszłam do mamy. Siedziała zdenerwowana.
- Mamy jutro zgłosić sie po wyniki, chodźmy do domu. - ubrałam sie i opuściłam z mamą szpital. Wsiadłyśmy w autobus. Zamknęłam oczy, poczułam ,że całe życie przefrunęło mi przed oczyma. Dzisiaj piątek. Była godzina 16:00. Postanowiłam ,że pójde jeszcze dzisiaj na trening. Musiałam ciężko trenować by uzyskać zadowalający efekt.
-Mamo, ide na trening. - wiedziałam że to nie jest dobry pomysł.
- Chyba zwariowałaś. Musisz wypoczywać abyś wyzdrowiała ! . - za wszelką cenę nie chciała Mnie puścić wiec postanowiłam ,że po prostu wyjde sobie z domu. Gdy przyszliśmy już, wyciągnełam torbe z szafy spakowałam potrzebne rzeczy i wyszłam po cichu. Wiedziałam ,ze jak przyjde do domu to bede miała piekło ,ale przynajmniej bede na treningu. Dziewczyny w szatni już się przebierały.
- Cześć dziewczyny. - pokazałam lekki uśmiech bo nie byłam w stanie niczego innego zrobić.
- Coś się stało, boli cię coś ? - spytała się Ala.
- Nie nie, zaraz mi przejdzie. - nie chciałam nic po sobie pokazywać, może sie tylko zatrułam czymś. Chciałam zadzwonić teraz do Krzyśka ,ale odpuściłam sobie. Przebrana poszłam na sale. Rozgrzewałam się z Olą. Modliłam sie tylko aby pójść do domu bo po 10 minutach stwierdziłam ,że nie dam rady niczego zrobić. Ból nasilił sie w klatce piersiowej, zwijałam sie z każdym zrobionym krokiem. Trening sie skończył. Przebrałam sie szybko, dziewczyny dopytywały sie ,ale nic nie odpowiadałam. W domu nawet mama nie zauważyła ,że mnie nie było. Rozebrałam się i rzuciałam na łóżko. Czułam ,ze umieram, chciałam teraz przy sobie mieć Igłe ,ale nie dałabym rady nawet utrzymać telefonu w ręku. Nie wiedziałam co sie ze Mną dzieje. Aż po chwili nie świadomie zasnełam.

Późno i krótko ,ale wcześniej nie miałam czasu ;cc

wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 3


3.
- Ola, wstawaj ! - szturchała Mnie mama ,a ja za wszelką cene nie chciałam sie obudzić.
- Mamo , jeszcze 5 min , proszę ! - wymamrotałam to głosem wychodzącym za poduszki.
- Córa, mam dla Ciebie prezent ! Jako ,że dzisiaj są twoje urodziny Pani Iwona zaprosiła Nas na obiad do siebie. Dała mi swój numer i adres. Umówiliśmy sie na 15:00 wiec wstawaj bo nie zdążymy ! - słychać było w jej głosie zadowolenie.
Zerwałam sie szybko z łożka.
- Że co !? . Mamo ,ale ja nie mam co na siebie ubrać ! - zaczełam latać po całym pokoju nie wiedząc co ze sobą zrobić, zaczełam wywalać z torby wszystkie swoje ubrania ,a mama stała z boku i się ze Mnie śmiała.
- Dlaczego sie śmiejesz ! . To nie jest śmieszne ! . - powiedziałam z rozpaczonym głosem.
- Kochanie , dlatego zabieram Cię do sklepu ,żebyś sobie coś ładnego wybrała.
- Uf , dziękuje ci - odetchnełam z ulgą i mocną ją przytuliłam.
- Dobra to idź sie przygotuj, masz pół godziny .
Uśmiechnęłam sie i zamknełam za sobą drzwi od łazienki. Byłam tak bardzo podekstytowana tym wszystkim ,że zadzwoniłam do Ali i jej wszystko opowiedziałam . Ona tak samo jak ja nie mogła w to uwierzyć. Obiecałam jej autograf od Igły i musiałam sie juz rozłączyć bo mama sie niecierpliwiła. Zrobiła mi śniadanie ,które pomału stygło. Zjadłam, nażuciłam na siebie kurtke i wyszłam za mamą. Na szczęście mieszkałyśmy w samym centrum to blisko miłyśmy do galerii. Było dużo przecen i ładnych ciuchów. Postawiłam na wodny kolor. Marynarka, spodnie i conversy a topka biała. Po 2 godzinach chodzenia była godzina 13:40. Wróciłyśmy do hotelu. Przebrałam sie, zrobiłam sobie koka i lekki makijarz. O 14:20 byłam gotowa, mama również. Wyszłyśmy po 10 minutach ,bo musiałam przed tem sprawdzić na laptopie gdzie jest ta ulica. Okazało sie ,że kilka przecznic dalej. Było ciepło wiec nie brałyśmy kurtek, wziełam swój zeszyt i lustrzankę bez których nigdy sie nie roztaje. Rzeszów z szarej odchłani zimy zmieniał sie pomału w kolorowy raj wiosny. Chciałam tutaj zawsze mieszkać. Była już 14:50. Właśnie stałyśmy przed domem Państwa Ignaczak. Ogromny skromny domek jedno rodzinny z ogromnym zielonym ogrodem z basenem. Podeszłam do furtki i zadzwoniłam. W drzwiach pojawiła sie Pani Iwona w pięknej czarnej sukience ,a za nią stał Sebestian i Dominika także w odświętnych strojach.
- Wchodzcie śmiało - powiedziała z uśmiechem pani Ignaczak.
W domu ładnie pachniało, stół na środku stał już nakryty.
- Prosze, zapraszam, usiądcie - powiedział Igła.
Uśmiechnełam sie i podeszłam z mamą do stołu. Krzysiek był ubrany w białą koszule z czarnym krawatem, czarne spodnie i buty.
- Przygotowałam na dzisiejszy obiad kurczaka, mam nadzieje ze bedzie smakować - mówiąc to postawiła na stole ogromnego kurczaka ,a wokół niego ziemniaki ,które ładnie sie z nim uzupełniały.
- Smacznego ! - powiedział Igła z szerokim uśmiechem.
Kurczak był pyszny, po skończonym obiedzie dzieciaki poszły sie bawić do swojego pokoju ,a moja mama z Panią Iwoną poszły do sklepu bo mówiły ,że idą po jakieś wino. Zostałam wiec sama z Ignaczakiem w pokoju. Siedzieliśmy razem na sofie, Krzysiek włączył TV gdzie leciał własnie mecz siatkówki.
- Chcesz coś do picia ? - powiedział nagle.
- Nie, dziekuje. - uśmiechnełam się.
Posiedzieliśmy chwile w ciszy gdy nagle :
- A może jednak ? . - widać było ,że chce podtrzymac rozmowe ze swoją fanką ,ale kompletnie nie wiedział o czym rozmawiać ma.
- Nie, naprawde bardzo dziękuje. -kolejny raz uśmiechnełam sie i doszłam do wniosku ,ze na żywo jest jeszcze bardziej przy stojniejszy.
- Tak wiec... grasz w siatkówkę tak ? . - zapytał niepewnie.
- Tak, 5 lat w klubie. - byłam strasznie zdenerwowana ,ale jakoś dawałam rade opanować sie.
- Masz jakieś plany na życie związane z siatkówką ? .
- Będę z koleżanką walczyć o miejsce w Szkole Mistrzostwa Spotrowego w Sosnowcu. - powiedziałam to niezbyt pewnie bo o niczym takim wcześniej nie myślałam, tak palnełam poprostu.
- To fajnie, trzymam kciuki, a byłaś kiedyś na meczu Reprezentacji ? . - wyczułam w pytaniu nadzieje.
- Niestety nie ,ale miałam jechać do Wrocławia na Lige Światową i tutaj przyjechać na Memoriał Huberta Wagnera.
- Jak bedziesz jechać to zadzwon do Mnie, dam ci miejsca Vip . - uśmiechnął sie naładniej jak potrafił. Widok zwalał z nóg, dobrze ,że siedziałam.
- Dobrze . - ja także uśmiechnełam sie najładniej jak potrafiłam.
Weszły właśnie do domu roześmiane panie. Mama trzymała w ręku butelke wina ,a Pani Iwona jakieś pudło.
- Jesteśmy ! - krzykneła Pani Ignaczak.
Krzysiek przeprosił Mnie i opuścił salon. Ja wstałam bo zauważyłam specjalną i to podświetlaną ściane gdzie wisiały wszystkie dyplomy, medale, pamiętki i zdjęcia z różnych wyjazdów na mecze. Chciałam doknąć chodź jednego medalu. Przed Mną wisiał z Ligi Światowej. Ujełam go delikatnie w rękę i przesunełam palcami. Niesamowite uczucie. Wszedł własnie Igła ,który widział całe zajście ,ale nie przeszkadzał mi. Ujrzałam zdjęcie gdzie jest na nim cała Reprezentacja , również delikatnie przesunełam po nim palcami, półkę wyżej stało zdjęcie a na nim Krzysiek ze swoim Przyjacielem Arkiem. Wziełam je do rąk, wiedziałam ,ze te zdjecie wiele dla niego znaczy ,w końcu był to jego Przyjaciel i stał na miejscu honorowym. Łza ukratkiem spłyneła po mym policzku a druga na zdjęcie. Odłożyłam je na miejsce i odwróciłam sie, Krzysiek stał przed Mną. Ani ja ,ani on nie wiedzieliśmy co zrobić w końcu Pani Iwona zawołała nas i dzieciaki. Poszłam do kuchni. Nie mogłam sama w to uwierzyć, na ladzie stał tort-mikasa. Łzy poleciały mi ze szczęścia, było pięknie, było jak chciałam. Mama zapaliła świeczki, wszyscy odśpiewali mi sto lat, zdmuchłam świeczki. Każdy podszedł do Mnie ze składaniem życzeń, był to mój drugi naszczęśliwszy dzień w życiu. Tort był pyszny i piękny ,aż szkoda było go kroić. Zobaczyłam ,że Igła przyniósł torbe do pokoju, podszedł do mnie i powiedział :
- Jade na trening z Reprezentacją, jedziesz ze Mną ? - powiedział i pokazał swój zabójczy uśmiech.
Nie to nie może być prawdą ! , dzisiaj miałam spotkać sie z Reprezentacją całą, poznać wszystkich, nie na dzisiaj za dużo prezentów , nie mogłam sie zgodzić.
- Mogę ?  Naprawdę ? Tak ! Jade ! - znowu łzy mi puściły, nie mogłam uwierzyć ,ze to wszystko dzieje sie naprawde, w dwa dni.
Igła czekał na Mnie już w aucie.
- Uważaj na siebie i baw sie dobrze kochanie . - powiedziała również ze łzami w oczach mama. Cieszyła sie najwyraźniej z mego szczęścia.
Wsiadłam do dość sporego auta Państwa Ignaczak po czym opuściliśmy posesje.
Po 20 min, byliśmy na miejscu. Stałam właśnie przed ogromną halą. Na parkingu stał prywatny autobus Reprezentacji. Już są. Weszliśmy do środka, nagle przystanełam przed samą salą. Igła wyczuł ,że boje się.
- Nie ja tam nie wejde, boje sie, jestem strasznie zdenerwowana.
Igła zaśmiał sie, złapał Mnie za rękę i pociągnął na hale. W środku siedzieli na krzesłach siatkarze i słuchali jak AA tłumaczy im coś.
- Siema chłopaki. - wykrzyknął Krzysiek i wyszczerzył zęby.
- Igła ! , kogoś ty nam przyprowadził ? - spytał sie Kurek, każdy miał uśmiech na twarzy.
- Naszą fankę !
- Nazywam sie Ola. - podeszłam do każdego i podałam rękę. - Przyszłam jeżeli mogę oczywiście popatrzeć na was jak gracie bo jestem wielką fanką i poprostu może podpatrze jakieś ćwiczenia ,które przydadzą mi sie na treningach.
- Mała siatkarka ! - krzyknął Kurek, po czym zaczeliśmy się śmiać.
Usiadłam na trybunach. Rozpoczął się trening. Każdy bardzo cięzko trenował jeżeli coś sie mu nie udało to próbował jeszcze raz. Były ataki, zagrywki które Igła po drugiej stronie siatki przyjmował. Żadnej piłki nie odpuścił w końcu to jeden z najlepszych Libero Świata. Trening trwał 2 godziny. Każdy był zmęczony, mokry ,ale i tak wszystkim dopisywał humor. Usiadłam sobie w holu, stał akurat obok automat z gorącymi napojami. Wrzuciłam monete, wcisnełam guzik capuccino z czekoladą. Usiadłam, wypiłam gdyż na dworze robiło sie chłodno. Wyszedł właśnie Igła z szatni z Kurkiem i śmiali sie z czegoś jak zwykle zresztą.
- Idziemy ? - spytał Igła
- Idziemy. - powiedziałam wyrzucając kubek do śmieci
- Poznaj Bartka, Bartek to jest Ola.
- Cześć. - powiedział, podał mi rękę i pokazał swój równie zniewalający uśmiech. Byłam w siódmym niebie.
Odwzajemniłam uśmiech i uścisk po czym wyszłam z dwoma mężczyznami z budynku, wsiadłam do auta, zapiełam się pasami. Oczywiście musiałam czekać na niego bo był zagadany z Bartkiem. Po 5 min ruszyliśmy w strone domu. Wysiadłam z auta, weszłam do domu. Mama z Panią Iwoną oglądały mecz siatkówki. Posiedziałyśmy jeszcze troche i już sie zbierałyśmy.
- Chciałam podzieńkować za dzisiejszy dzień. To był naprawde jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. - przytuliłam sie do Krzyśka, pani Iwony, pozegnałam sie z dzieciakami. Mama poszła w moje ślady. Pomachałyśmy jeszcze na pożegnanie rodzinie Ignaczak i ruszyłyśmy przed siebie. Po pół godzinie byliśmy już w motelu. Była godzina 21:00. Stwierdziałyśmy z mamą ,że jesteśmy zbyt zmęczone dzisiejszym dniem wiec ściągnełyśmy buty, położyłyśmy sie gwałtownie na łóżko i odrazu zasnełyśmy.

Druga Adminka kazała mi dodać następny rozdział. 
Nie wiem czy to wgl ktoś czyta wiec bardzo proszę o komentarze :))

 Aleksandra

Rozdział 2


2.
Następne rozgrywki miały odbyć sie po feriach, które w błyskawicznym czasie zleciały. Odpadłyśmy dopiero w podstrefie. Walczyłyśmy dzielnie, byłyśmy zgrane ,ale niestety. Zbliżały sie również moje urodziny. Mama obiecała mi ,że zabierze Mnie do upragnionego Rzeszowa na pare dni. W końcu był dzień naszego wyjazdu. Byłam bardzo podekscytowana bo właśnie spełniały sie Moje marzenia. Miałam nadzieje ,że spotkam Ignaczaka na ulicy i zgodzi sie upamiętnić tą chwile. Po pół dniowej jeździe wreście byliśmy na miejscu. Było tam pięknie. Wszędzie zakwitały kwiaty i drzewa, było widac ,ze idzie wiosna. Zmęczone poszłysmy do pobliskiej kawiarni na coś ciepłego. Przy ladzie stała młoda ekspedientka. Ściągnełam kutkę i gdy sprzedawczyni zobaczyła ,że mam na sobie bluzę Reprezentacyjną to zaczeła ciągle uśmiechać sie i patrzeć sie na Mnie. Podeszłam do niej aby zrobić zamówienie.
- Dzień dobry poprosze dwie karpatki i dwie gorące czekolady - odwóciłam sie do mamy i śmiechnęłam sie.
- Jak pani sobie życzy - powiedziała to z dużym entuzjazmem.
Po odebraniu zamówienia, zrobiło sie mi strasznie gorąco więc ściągnełam bluzę , pod nią miałam koszulkę klubową Asseco Resovi z nazwiskiem Ignaczaka i jego numerem. Czułam wzrok każdego z osobna ,a młoda sprzedawczyni jeszcze bardziej uśmiechała sie i przypatrywała mi się. Jak by chciała, zeby zwóciła na nią uwagę. Po wypiciu pysznej czekolady i zjedzeniu karpatek poszłam zapłacić. Wkurzyłam sie w końcu bo zrobiła sie zbyt nachalna.
- Dlaczego pani ciągle sie mi przypatruje ? - powiedziałam jej niemal z wyrzutem.
Ekspedientka wskazała mi ręką na wychodzącą pare z dziećmi. Po chwili zoriętowałam sie ,ze był to Ignaczak z żoną i dziećmi.
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś ?! - wykrzyknełam w duchu.
Taka okazja przepadła. Ubrałam sie i wyszłam z mamą. Idąc rozpłakałam sie. Mama przytuliła Mnie i powiedziała ,ze jeszcze go spotkam. Uśmiechnęłam sie i poszłyśmy do najbliższego parku na ławkę. Usiadłyśmy przed piękną, dużą fontanną ,która działa juz od jakiegoś czasu. Wokół było dużo zieleni, zakwitały kwiaty, ptaszki ćwierkały. Było dość ciepło dlatego ściągnełam kurtkę. Wyjełam z torby aparat NIKON D300 , który dostałam od dziadków na urodziny. Zaczełam robić zdjęcia przyrody. Gdzieś dalej dzieci chlapały sie w wodzie, obok szła młoda para zakochańców, jeszcze dalej starcy szli za ręce. Postanowiłam ,że zrobię czarno-białe zdjęcia. Gdy odsuwałam się wpadłam na kogoś.
- Bardzo Pana prze..... - jak zobaczyłam kto to był to aż mi mowe odjeło, krew przestała płynąć, zatrzymanie akcji serca. Nie wiedziałam jak miałam się teraz zachować. Rzucić sie na szyje czy uścisnąć dłoń. Jak sie odezwać. Miałam zaschnięte gardło, nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa.
- Ola ! . Wszystko w pożądku ?! - gdzieś z daleka usłyszłam głos ,a potem okazało sie ,że mama stała tuż obok.
- Mamo czy ja śnie ? - zapytałam ciągle wpatrując sie w te szare oczy.
Mama odwróciła sie w strone Igły. Też nie mogła uwierzyć ,że go widzi. Zaczeła mówić ,że jestem wielką fanką i specjalnie tutaj przyjechałam z drugiego końca polski aby jego zobaczyć. Krzysiek tylko stał i uśmiechał sie. Gdy sie ocknełam po 5 minutach poprosiłam o autograf i zdjęcie. Wyciągnęłam swój zeszyt i mu pokazałam. Uśmiech nie schodził mu z ust, najwyraźniej podobało sie mu. Zobaczyłam ,ze moja mama zaczeła rozmawiac z panią Iwoną i zauważyłam ze Igła próbuje sie dowiedziec paru rzeczy o Mnie. Dzisiaj byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Ledwo co przyjechałam spotkałam juz mego idola. Ściemnialo sie ,a my jeszcze nie byliśmy w hotelu. Pożegnałam sie z Krzyśkiem panią Iwoną, Sebastianem, Dominiką i poszłyśmy.
- Mamo Kocham Cię, dziękuję Ci ,że Mnie tutaj zabrałaś. W końcu spełniłam swoje marzenia i to dzięki tobie, dzięki twojemu wsparciu. Jeszcze raz dziękuje ci. - uroniłam jedną łze bo nie mogłam sie powstrzymać. Mama przystaneła i Mnie mocno przytuliła. Poszłyśmy do najbliższego motelu, mama załatwiła sprawy formalne i poszłyśmy na góre. Pokój miałyśmy dość skromny ,ale ładny. Umyłyśmy sie, zjadłyśmy małą przekąskę i poszłyśmy spać.

Rozdział 1


7:00 rano. Zbudziłam się z miną niedospanego dziecka pragnącego snu. Mimo tego w głębi duszy cieszyłam się z takiego życia. Tak właśnie chciałam żyć, tak właściwie żyłam zawsze. Za godzinę miały odbyć się lekcje a potem 3 godzinny treningu. Wstałam, zbudziłam swoją współlokatorkę. Obydwie miałyśmy takie same marzenia. Zostać siatkarką. Reprezentować pięknego białego polskiego orła na prawej piersi. Dumnie stać na środku boiska. Wsłuchiwać się w hymn. Spoglądać na salę pełną kibiców, odczuwać ściśnięcie w dołku. Obie pragnęłyśmy spełniać swoje marzenia. Postanowiłyśmy spełnić je razem.

9:50 rano. Kościół. Za 10 min ma się odbyć tutaj pogrzeb. Wieńce przygotowane, trumna otwarta ,a wokół niej stoją ludzie i opłakują kogoś. Wśród nich stoi Krzysztof Ignaczak z żoną i dziećmi. Igła uronił dwie łzy. Każdy w czarnym ubraniu. Jest godzina 10:00. Rozpoczęło się pożegnanie, msza. Trumna zamknięta ,a na niej koszulka z nazwiskiem i numerem jej idola. Miała żyć wiecznie, żyła 16 lat. Zjeżdża powoli pudło z drewna do ziemi ,a w nim szkielet z kupą mięcha. Z każdym dniem bedzie tego coraz Mniej. Ciało wiernej fanki rozłoży sie i zostaną tylko wspomnienia, imie i nazwisko wypisane na kartce.
1.
-Mamo gdzie moje ochraniacze !
-Wyprałam ci je, wiszą na balkonie.
-Dziękuje ! - krzyknełam, pobiegłam zabrać nakolanniki. Były jeszcze mokre co prawda ,ale ja sie nigdy bez nich nie roztaje.
-Ja lece bo sie spóźnie ! - chwyciłam torbe, rzuciłam szybkiego buziaka mamie w policzek i wybiegłam ile tchu z domu.
Dzisiaj przecież grała Nasza Szkoła o Mistrzostwo Legnicy. Nie mogłam sie spóźnić dlatego wsiadłam w pierwszy lepszy autobus, założyłam słuchawki i relaksowałam sie przed jedym z ważniejszych meczy. Dodała mi siły piosenka HansSolo - Dopóki jestem.
Przejchałam pare przystanków i byłam pod szkołą, pobiegłam szybko na sale. Dziewczyny już się rozgrzewały. Przebrałam szybko sie w swój strój, ubrałam mokre ochraniacze i pobiegłam na sale. Przeciwnik równiez już był i rozciągał sie. Stres i nerwy mnie zżerały od wewnątrz. Pół szkoły siedziało właśnie na trybunach i wypatrywało się w każdego z osobna. Nie których wgl nie interesował ten mecz wiec siedzieli i uczyli sie do następnych lekcji lub rozmawiali. Były też osoby naprawde zainteresowane. Wiernie kibicowali na każdym naszym meczu, śpiewali różne przyśpiewki. Jednym zdaniem prawdziwi kibicie.
Rozpoczął sie pierwszy set. Drugiego meczu. Meczu o wszystko albo nic. Pierwszy mecz bez żadnego problemu wygrałyśmy z GIM Nr 5. Byłyśmy wszystkie zdenerwowane, miałyśmy właśnie grać z GIM Nr 9. Dwie dziewczyny z tamtej szkoły chodziły ze Mną do klubu. Każdy teraz myślał o tym aby jak najlepiej zagrać, aby wygrać. W końcu było 24:24. Stałam obecnie na pozycji prawej obrony. Zdobyliśmy 24 punkt dlatego musiałam teraz zagrywać. Stanełam parę metrów od lini zagrywki i zaserwowałam. Tak ! . Przeciwniczka źle odebrała piłkę i niestety nie udało sie jej wyprowadzić na drugą stronę. Było teraz 25:24 dla Nas. Każdy był teraz jeszcze bardziej zdenerwowany, ta ostatnia piłka decydowała czy bedziemy Mistrzami Legnicy, czy przejdziemy dalej. Na wszelki wypadek stanełam jeszcze dalej, pod samą bramkę. Ustawiłam sie w miare spokojnie. Postanowiłam ,że zaserwuje jak Kurek. Na sali była niesamowita cisza, każdy wzrok wbijał sie we Mnie, nawet nauczyciele, których sport mało co interesuje. Namierzyłam ręką w miejsce które chciałam trafić. Wziełam głęboki wdech i wydech. Wyrzuciłam sb piłkę jak nigdy  i mocno w nią uderzyłam. Jesteśmy Mistrzami Legnicy ! . Był as. Radość była wielka, każdy podbiegł do Mnie i mi gratulował. Gratulował nam wszystkim za walkę i wytrwałość. Wykonaliśmy nasze okrzyki, odebraliśmy puchar, dyplom i nagrody. Poszliśmy wszyscy do szatni. Była godzina 15:40. Szybko przebraliśmy sie bo o 16:30 miałyśmy trening. Na sali byłam juz nie przytomna, ledwo żyłam. Strasznie chciało mi sie spać i wogóle nic mi sie nie chciało ,ale jakoś wytrwałam do końca. Przyszłam do domu i walnełam sie na łózko. Popatrzyłam sie na ściane. Patrzyłam właśnie na 13 osób , których kocham. Uśmiech z twarzy długo mi nie schodził. Kochałam Ich. Dawali mi zawsze siły do wszystkiego jak tylko o nich pomyślałam. Moje marzenie sie jeszcze nie spełniło aby ich spotkać na żywo, pojechać na ich mecz ,ale wieże w to że jednak kiedyś je spełnie. Usnełam od razu pograżona w siatkarskim śnie.



Pierwszy rozdział już za nami. Na początku krótki ,ale mam nadzieje ,że się to rozkręci. Proszę też o wyrozumiałość bo dopiero zaczynam :)
Opowieść ta zawiera w połowie prawdziwe informacje ,a w połowie nie prawdziwe.
Jest to moja bujna wyobraźnia , czasami się w głowie nie mieści ,ze takie coś jest zdolny ktoś wymyślić ;p. Mam nadzieje ,że ona was nie przerazi momentami ;D

Administratorka / aleksandra.

Pisanie z wyobraźnią.

Rozpoczynamy działalność  i będziemy dodawać jak najwięcej postów o Siatkówce. Administratorkami są dwie skromne dziewczyny, które kochają siatkówkę. Będziemy tutaj pisać z bujną wyobraźnią i szalonymi pomysłami na życie.