czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 4


4.
Dzisiaj już miałyśmy wracać do domu. Żal mi było opuszczać tak pięknego miejsca. Tyle się wydarzyło w ciągu tych ostatnich dni, nigdy tego nie zapomnę. Siedząc w pociągu wspominałam sobię ten piękny uśmiech i szare cudne oczy. Przeglądałam zdjęcia na swojej lustrzance. Było tam wszystko, każdy szczegół który utkwi mi w pamięci na długo. Przy każdym zdjęciu uśmiech mi nie schodził. Przeglądając telefon w notatkach chciałam zapisać ,ze marzenia sie spełniły ,ale zauważyłam ,ze ostatnia notatka była napisana wczoraj ,a ja nie pisałam nic. Otworzyłam ją by sprawdzić a tam : Zapisze Ci mój numer. W razie jak byś czegoś potrzebowała dzwoń Igła i jego numer telefonu. Nie mogła w to uwierzyć. Stwierdziłam ,ze nikomu tego nie powiem ,a wieczorem do niego zadzwonie. Zbliżałyśmy sie po mału do Legnicy. Szczerze powiem ,że od jakiś paru miesięcy źle sie czuje ,ale nikomu jeszcze o tym nie mówiłam. Teraz jeszcze gorzej sie czułam niż zazwyczaj. Byłam strasznie osłabiona, miałam często gorączki, bóle gardła. W końcu nie wytrzymałam tego bólu.
- Mamo, strasznie źle sie czuje.
- Co Ci jest Ola ?! - prawie niemalże krzykneła.
- Nie wiem, pojedźmy do szpitala. - powiedziałam osłabionym głosem po czym zemdlałam.
Obudziłam sie dopiero w szpitalu leżąc na łóżku szpitalnym. Pielęgniarki latały w tą i z powrotem. Widziałam za szybką jak mama próbowała sie czegokolwiek dowiedzieć co ze Mną ,ale nikt nie chciał nic mówić. Byłam podłączona do kroplówki i do różnych innych urządzeń. Coś było nie tak. W końcu przyszedł pan doktor.
- Jak sie czujesz ?. - zapytał z uśmiechem jak by nic sie nie stało.
- Jestem bardzo osłabiona, co sie stało ? - zapytałam z nadzieją ,ze chociaż mi coś powiedzą.
- Zemdlałaś w pociągu. Zaraz zrobimy Ci pobieranie krwi i sie dowiemy co sie stało. - powiedział po czym wyszedł.
Ale jeżeli  byłam podłączona do róznych urządzeń to musiało się jednak coś stać. Doktor pozwolił mojej mamie wejść do Mnie ,ale spokojnie. A ta wbiegła jak by ją ktoś gonił.
- Córeczko, nic Ci się nie stało!?, mówił coś lekarz ?  - powiedziała zdyszana
- Mamo , nie wiem. Zaraz bede miała pobieranie krwi i wszystko bedzie jasne. - próbowałam ją uspokoić.
Do pokoju wszedł właśnie lekarz z pielęgniarkami , które zaczeły mi wszystko odczepiać.
- Zabieramy Cię na pobieranie krwi - wyjaśnił szybko lekarz po czym wyszedł.
Szłam spokojnie korytarzem. Na krzesłach siedzieli ludzie i dziwnie mi sie przyglądali. Skręciłam w długi wąski korytarz ,który prowadził do dużych szklanych drzwi.
- Pani tutaj musi zostać. - poinformowała moją mame pielęgniarka.
- Ale ...
- Mamo !
- No dobrze idź córa. - powiedziała z rezygnowaniem i pocałowała Mnie w czoło.
Za drzwiami był dalszy ciąg długiego, wąskiego korytarza. Na końcu był nie wielki pokoik. Lekarz kazał mi usiąść na fotelu jak u dentysty.
- Proszę zacisnąć pięść. - powiedziała pielęgniarka po czym długą, cięką igłę wbiła mi w żyłę. Poczułam lekki dreszcz ,który przeszedł po cały moim ciele. Wciąż czułam sie osłabiona, kręciło mi sie w głowie, czułam ,że mam gorączke i ostry ból gardła. Wstałam po czym opuściłam pomieszczenie. Wyszłam do mamy. Siedziała zdenerwowana.
- Mamy jutro zgłosić sie po wyniki, chodźmy do domu. - ubrałam sie i opuściłam z mamą szpital. Wsiadłyśmy w autobus. Zamknęłam oczy, poczułam ,że całe życie przefrunęło mi przed oczyma. Dzisiaj piątek. Była godzina 16:00. Postanowiłam ,że pójde jeszcze dzisiaj na trening. Musiałam ciężko trenować by uzyskać zadowalający efekt.
-Mamo, ide na trening. - wiedziałam że to nie jest dobry pomysł.
- Chyba zwariowałaś. Musisz wypoczywać abyś wyzdrowiała ! . - za wszelką cenę nie chciała Mnie puścić wiec postanowiłam ,że po prostu wyjde sobie z domu. Gdy przyszliśmy już, wyciągnełam torbe z szafy spakowałam potrzebne rzeczy i wyszłam po cichu. Wiedziałam ,ze jak przyjde do domu to bede miała piekło ,ale przynajmniej bede na treningu. Dziewczyny w szatni już się przebierały.
- Cześć dziewczyny. - pokazałam lekki uśmiech bo nie byłam w stanie niczego innego zrobić.
- Coś się stało, boli cię coś ? - spytała się Ala.
- Nie nie, zaraz mi przejdzie. - nie chciałam nic po sobie pokazywać, może sie tylko zatrułam czymś. Chciałam zadzwonić teraz do Krzyśka ,ale odpuściłam sobie. Przebrana poszłam na sale. Rozgrzewałam się z Olą. Modliłam sie tylko aby pójść do domu bo po 10 minutach stwierdziłam ,że nie dam rady niczego zrobić. Ból nasilił sie w klatce piersiowej, zwijałam sie z każdym zrobionym krokiem. Trening sie skończył. Przebrałam sie szybko, dziewczyny dopytywały sie ,ale nic nie odpowiadałam. W domu nawet mama nie zauważyła ,że mnie nie było. Rozebrałam się i rzuciałam na łóżko. Czułam ,ze umieram, chciałam teraz przy sobie mieć Igłe ,ale nie dałabym rady nawet utrzymać telefonu w ręku. Nie wiedziałam co sie ze Mną dzieje. Aż po chwili nie świadomie zasnełam.

Późno i krótko ,ale wcześniej nie miałam czasu ;cc

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz