czwartek, 25 kwietnia 2013
Rozdział 6
6.
Wstałam dzisiaj bardzo wcześnie niż zazwyczaj. Pościeliłam łóżko i poszłam sie obmyć. Ubrałam sie w swoje rzeczy i zeszłam powoli na dół ,aby nikogo nie obudzić ,ale zobaczyłam siedzącego przy stole Krzyśka.
- Dzień doby, jak sie spało ? - powiedział jak było widać w dobrym humorze.
- Dzień dobry, bardzo dobrze. - powiedziałam po czym lekko sie uśmiechnęłam.
- Chodź usiąść, zaparzyłem Ci herbate. Iwony nie ma. Pojechała zawieść dzieciaki do przedszkola ,a sama do pracy. Bedzie dopiero wieczorem, a ja mam dzisiaj wolne, wiec mamy cały dzień dla siebie.- pokazał swój piękny uśmiech po czym nalał mi herbaty do kubka. - Jesteś głodna ? .
- Nie dziękuję, nie jem od razu po przebudzeniu.
- No dobrze, wiec chcesz pogadać ? .
Pomyślałam chwile czy chce. Przecież to Mój idol. Kocham go.
- Tak chcę. - zadrżał mi lekko głos, bałam sie trochę sama nie wiedząc czego. Chyba będę musiała opowiedzieć mu całą Moją historię o siatkówce.
- Tak wiec, opowiedz mi swoją całą historię z siatkówką. - powiedział po czym pokazał ,ze jest gotowy aby zacząć wsłuchiwać się w każde moje wypowiedziane słowo.
- Dobrze. Tak wiec w siatkówkę gram około 5 lat. Gdy zaczynałam grać nie barałam jej na poważnie, grałam tak po prostu. Od jakiś dwóch lat siatkówka jest całym moim życiem. Internet i telewizja pokazała mi ,że ten sport jest najpiękniejszym ze wszystkich. Te emocje ,które są wywierane z wszystkich kibiców. Czas kiedy możemy wszyscy się zjednoczyć i pomóc Wam wygrać. Łzy ,które są wyciągane na siłe z oczu. Tylko wtedy gdy jesteśmy wszyscy na sali mozemy pokazać ,zeby stanowimy jedność. W dzień kiedy wygraliście Lige Światową , jak oglądałam ten mecz poprostu trudno było się powstrzymać od łez. To jest piękne gdy kibice widzą jak Wy cieszycie się z tego co osiągneliście i razem z wami mogą też się cieszyć. Zostałam Twoją fanką dzień po meczu. Nie mogłam i dalej nie mogę jakoś się od kleić od Ciebie, całej Reprezentacji jak i siatkówki. Do Rzeszowa właśnie przyjechałam ze względu na Ciebie. Bardzo chciałam Cię zobaczyć, było to moim marzeniem. Teraz kiedy... - nie mogłam dalej mówić, łzy mi nie pozwalały. Popatrzyłam sie na Krzyśka, szkliły mu się oczy.
- Spokojnie, już Cię nie męcze. - uśmiechnął się i mnie przytulił. Poczułam jak jego łza spadła mi na ramię. Pewnie wczuł się. Pragnął poczuć to co ja czuję. Za to go lubiłam.
Wstał zaraz. Otarł szybko oczy i zaproponował.
- Może pojedziemy do miasta na zakupy ? , dobrze zrobi to mi i tobie.
- Jasne. - uśmiechnęłam sie jak najładniej potrafiłam po czym poszłam przygotować sie do wyjścia.
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do centrum. Przejeżdżaliśmy koło kościoła.
- Mógł byś sie zatrzymać ? - poprosiłam.
Krzysiek poparzył sie na Mnie i sie uśmiechnął. Zaparkował na parkingu.
- Idź ,a ja tu na ciebie poczekam.
Przytaknęłam i po czym wysiadłam. Stanełam przed ogromnymi drzwiami kościoła. Wziełam głęboki wdech i wydech. Weszłam do środka. Było paru starców modlących się. Usiadłam do pierwszej ławki. Uklękłam i zaczełam odmawiać wszystkie możliwe modlitwy. Łzy ukradkiem leciały mi. Ręce mi się trzęsły. Wczoraj kiedy pojechałam po wyniki zabrałam ze sobą różaniec wrazie czego. Dzisiaj mi sie przydał. Wyjełam go i zaczełam odmawiać. Za chwile dołączył do Mnie Igła. Pewnie nie chciało mu się siedzieć w aucie ,a przy okazji pomodli się za Arka. Zauważyłam ,że też od łez nie może się powstrzymać.
- Idziemy ? - szepnełam.
- Idziemy. - ścisnął lekko moją rękę i się uśmiechnął po czym opuściliśmy świątynie.
Koło Kościoła był cmentarz. Był właśnie pogrzeb. Wszyscy byli na czarno i kogoś opłakiwali. Z daleka zobaczyłam ,że trumna nie była dość duża. Wsiadając do auta podsłuchałam rozmowe starszych pań.
- To dopiero dziecko. Miał tylko 15 lat ,a rak go tak wyżarł. - powiedziała jedna ze starszych pań.
Załamałam się całkowicie. Wsiadłam ociężałym ruchem do auta. Schyliłam głowe i zaczełam płakać. Krzysiek przytulił Mnie i obiecywał ,że będzie dobrze, że bedzie ze Mną przez całe pół tora roku. To mało prawdo podobne ,żeby człowiek tak bardzo znany pomagał dziewczynie ,która nic dla kraju prawie nie znaczy.
- Dzwonił do Mnie Bartek Kurek. Prosił abyśmy go odwiedzili. Wynajeł sobie mieszkanie nie daleko. Dasz radę ? . - zapytał.
- Tak, dam radę. - wyjełam chusteczki i zaczęłam ocierać oczy.
Na miejscu byliśmy po nie całych 20 min. Bartek mieszkał w dość ładnym, nowym wieżowcu. Prawdo podobnie część siatkarzy również znalazła tu mieszkania. Wjechaliśmy windą na 10 piętro. Mieszkanie 32. Krzysiu zadzwonił dzwonkiem. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Dobrze ,że jesteście. - przywitał nas uradowany Bartek.
Weszliśmy do środka. Było dość skromnie, zadbanie. A niby Kurek to bałaganiarz.
- Siadajcie, napijecie sie czegoś ? .
- Nie dziękuje, Ola ?. - powiedział Igła po czym skierował z wzrok na Mnie.
- Też Dziękuję. - lekko sie uśmiechnęłam.
- Reszta chłopaków zaraz ma się zjawić. - uśmiechnął się Bartek po czym poszedł otworzyć drzwi bo ktoś dzwonił.
- Siemasz Igła , kupe lat ! - wkroczył do mieszkania Zibi ,a za nim reszta siatkarzy. Każdy przybił sztame z Krzysiem po czym wszyscy zasiedli. Po mojej drugiej stronie usiadł Kubiak. Bardzo miły chłopak.
- Jak się czujesz ? - zapytał z uśmiechem
- Pomału zaczynam rozpadać się ,ale Igła jakoś Mnie skleja. - powiedziałam po czym uśmiechnęłam się.
- Dobra, słuchajcie. Wy wiecie dlaczego Was tu ściągnęłem ,ale Ola i Krzysiu nie. Tak wiec chcieliśmy pomóc jakoś tobie Ola. Wiemy przez co przeszłaś i chcemy jakoś załagodzić to, przez co mozesz przejść. Jak będziesz potrzebowała jakiejś pomocy to zawsze Ci możemy, możesz na Nas liczyć - powiedział Bartek , po czym uśmiechnął sie. Łzy znów zaczeły mi spływać, wybuchłam płaczem. Michał przytulił Mnie. Każdemu szkliły sie oczy. Wstałam i przytuliłam każdego. Nie spodziewałam się takiej pomocy od siatkarzy. Będę im wdzieczna do końca życia.
- Dziękuję Wam wszystkim - powiedziałam przez łzy i lekko sie uśmiechnęłam.
- Krzysiu poda Ci potem numery telefonu nas wszystkich. - powiedział Michał po czym też się uśmiechnął.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę z godzinę. Po czym poszliśmy. Rozmawiałam ze wszystkimi po trochu. Pytali się różnych rzeczy. Była godzina 13:00. Pojechaliśmy do restauracji na obiad. O 14:30 przyjechaliśmy do domu.
- Włącz sobie telewizje ,a ja zaraz wracam. Mam dla ciebie niespodziankę. - powiedział po czym zniknął zaraz za ścianą.
W TV leciała powtórka meczu Asseco Resovi z Jastrzębskim Węglem. Asseco wygrywała.
- Mam nadzieje,że bedzie na ciebie dobra. - nagle zjawił sie radosny Krzyś, trzymał coś za plecami.
Wstałam i podeszłam. Uśmiechałam sie cały czas.
- Ence pence w której ręce.
- Hm, w prawej ? . - powiedziałam po czym wyciągnął za pleców mały pakunek.
- Co to jest ? - zapytałam zaskoczona.
- Otwórz. - powiedział Igła po czym usiadł na sofie.
Tworzyłam delikatnie pakunek. Byłam w szoku. W pakunku była koszulka Reprezentacyjna z nazwiskiem i numerem Krzysia ,a na niej podpisy wszystkich siatkarzy wraz z trenerami i całym sztabem. Pod koszulką była druga koszula ,ale tym razem Asseco Resovii również z podpisany wszystkich siatkarzy. Kolejny raz się rozpłakałam. Podbiegłam do Krzyśka i mocno go przytuliłam.
-Dziękuje. Dziękuję za wszystko. Dziękuje ,że spełniasz Moje marzenia. - powiedziałam po czym dałam mu buziaka w policzek.
Krzysiek nie spodziewał się tego i był trochę zakłopotany ,ale szybko powrócił do dawnego nastroju.
- Idź przymierz. Mam dzisiaj trening z Reprezentacją. Jedziesz ze Mną ? .
- Tak ! . Pojadę w tej koszulce !. - byłam tak szczęśliwa jak w dniu kiedy spotkałam go pierwszy raz.
- Pięknie wyglądasz w tej koszulce, jest trochę za duża ,ale chyba nie przeszkadza ci to ? .
- Nie, bede ją dłużej miała.- uśmiechnęłam się i zaczełam tańczyć po całym pokoju ,a Igła siedział i tylko śmiał się ze Mnie.
Dochodziła godzina 17:00. Trening zaczynał się o 18:00 dlatego musieliśmy sie już zbierać pomału. Wsiedliśmy w auto. Było już ciemno wiec mogłam podziwiać pięknie oświetlone miasto. Nawet Legnica nie ma aż tyle świateł. Dojechaliśmy na miejsca. Wysiadłam uśmiechnięta razem z Krzysiem. Igła poszedł do szatni ,a ja podeszłam do automatu aby wziąść to co zwykle. W szybie automatu stał za Mną Bartek. Wziełam napój, odwróciłam sie do niego i uśmiechnęłam.
- Dlaczego przyglądasz się mi tak dziwnie ? - zapytałam rozbawiona. Miał taki piękny uśmiech i te oczy. I był taki wysoki.
Podszedł do Mnie bliżej i Mnie przytulił delikatnie aby nie wylać mojego napoju.
- Jak się czujesz ? , widzę ,że masz nową koszulkę . - uśmiechnął się tak ,że o mało mi nogi nie zmiękły. Patrzył się mi głeboko w oczy, uwodził wzrokiem.
- Bardzo dobrze sie czuje, staram się jak na razie nie myśleć o tym. Żyje po prostu tym co jest teraz ,a nie co bedzie. Bardzo dziękuje za tą koszulkę jest świetna. - teraz ja próbowałam uśmiechnąć sie tak ,aby wiedział co znaczy jego wzrok wpatrujący sie me oczy.
Ruszyliśmy razem na sale. Ja poszłam na trybuny ,a Bartek pobiegł do reszty rozgrzewać się. Wbiegł zaraz na sale Igła, pomachał mi po czym zaczął się rozgrzewać. Ich treningi dają tyle emocji co mecz. Każdy tutaj tak samo walczy z piłką jak podczas meczy. To jest piękne. Wypiłam swój napój po czym skierowałam się do automatu po następny kubek. Po 2 godzinach trening skończyli. Każdy zmęczony udał się do szatni ,ale przed tym miał jeszcze siłę ,aby uśmiechnąć sie do Mnie. Krzyś oczywiście musiał pożartować i pogadać z kolegami. Wsiedliśmy do auta po czym pojechaliśmy do domu. Pani Iwona czekała już na nas z kolacją. Było wesoło ,a po kolacji zagraliśmy w kalambury. Żona Igły przygotowała jeszcze dla Nas deser. Kremówki z gorącą czekoladą. Na widok tego przypomniała mi sie mama. Przeprosiłam i odeszłam na chwile od stoły aby zadzwonić do mamy.
- Cześć mamo , jak sie czujesz ? - zapytałam po czym oczekiwałam ,że zacznie na Mnie krzyczeć.
- Córeczko, martwiłam się o ciebie ,ale wiem ,że jesteś u dobrych ludzi i próbujesz zapomnieć o wszystkim. Kiedy wracasz. ? - o dziwo nie podniosła nawet głosu.
- Tutaj zapomniałam o wszystkim. Każdy chce mi pomóc. Tutaj jest mi dobrze. Może zamieszkałybyśmy w Rzeszowie ? - powiedziałam z nadzieją.
- Cieszę się ,że podoba Ci się tu. Pomyśle nad tym. Jeżeli to jest naprawdę miejsce gdzie czujesz się szczęśliwa to czemu nie. - czułam ,ze uśmiecha się.
- Mamo , nie wiesz jak się ciesze. Uścisneła bym Cię. Przyjedź jutro. Poszukamy mieszkania. - byłam bardzo szczęśliwa.
- Dobrze, zadzwonie potem jeszcze do pani Iwony. Baw się dobrze córeczko. Kocham Cię.
- Ja ciebie też Kocham. - powiedziałam po czym odłożyłam telefon.
Usiadłam do stołu. Zjadłam dwie kremówki, wypiłam czekolade, podzieńkowałam za ten dzień Igle, za kolacje i deser Iwonie i poszłam na górę. Umyłam się, położyłam się po czym usnęłam od razu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz