czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 5


5.
Wstałam o 12:00. Ból ustał lecz nadal byłam osłabiona. Na moim biurku stało śniadanie i karta od mamy : Wracam o 14:00 ,a potem pojedziemy po wyniki. Buziaki Mama. Bałam sie czegokolwiek wziąść do buzi po wczorajszym bólu gardła ,ale okazało sie ,że nie było tak źle. Poszłam wziąść lekki prysznic, przysiadłam do laptopa i wpisałam w google moje objawy. Nie mogłam uwierzyć. Byłam chora na białaczke !?. To nie możliwe! Moje Marzenia miały sie rozpłynąć w ciągu pół roku. Próbowałam sie opanować. Włączyłam Eske, rozluźniłam się. Nagle poczułam łzy spływające mi po policzkach. Nie mogę teraz umrzeć.
- Kochanie jestem już, zbieraj sie jedziemy do szpitala. - usłyszałam radosny głos mamy. Mi nie było do śmiechu. Bałam sie najgorszego ,ale nie dawałam nic po sobie poznać. Zabrałam słuchawki, nałożyłam na uszy. Chciałam zagłuszyć najgorsze myśli. Mama coś do Mnie mówiła i się śmiała. Ja jej nie chciałam słuchać , nie dzisiaj , nie teraz.
Dojeżdzaliśmy do szpitala. Ręce i nogi mi sie trzęsły. Wchodząc do środka stanełam na bacznosć. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa.
- Ola, co jest ? No chodź. - wróciła po Mnie mama, złapała Mnie za rękę i pociągnęła.
Lekarz czekał na Mnie już w swoim gabinecie. Poprosił Mnie abym została na korytarzu. Mama długo nie wychodziła, siedziała chyba tam z godzine. Słyszałam krzyki i szloch. Miałam złe przeczucia. W końcu otworzyły sie drzwi. Doktor kazał mi wejść. Obok siedziała mama z trzema paczkami zurzytych chusteczek.
- Ola, tak wiec.. masz białaczkę. Niestety zachorowałaś na nią 2 lata temu i nic sie nie da juz zrobić bo nie była wogóle leczona, dlatego zostało Ci półtora roku życia. Dopiero teraz objawy się ujawniły. Przykro mi. - mówił to ociężałym głosem. Lekarzowi też nie jest łatwo ogłosić wyrok człowiekowi prosto w oczy ,a co gorsza dziecku ,które miało przed sobą mnóstwo życia.
Poczułam jak po policzku płyną mi goszkie łzy niczym wodospad. Wpatrywałam się w doktora. Patrzyłam na niego jak na idiotę. Mam półtora roku aby pozałatwiać najważniejsze sprawy w swoim życiu. Czułam ogromną gule w gardle, nie wiedziałam co powiedzieć ,a co gorsza jak sie zachować. Nagle cały świat przestał dla Mnie istnieć. Przed oczami miałam jedynie mój pogrzeb.
- To co teraz ? Mam w domu siedzieć i czekać aż umrę ? - wypowiedziałam to przez łzy. Nie mogłam tutaj dłużej siedzieć. Wstałam i wybiegłam. Słyszałam jak mama jeszcze za Mną woła. Chciałam się gdzieś skryć, przemyśleć wszystko. Przeszukałam kieszeń. Miałam w niej 50 zł, jakieś papierki i legitymacje szkolną. W sam raz. Pojechałam autobusem na stacje PKP. Kupiłam bilet do Rzeszowa. Wsiadłam w pociąg i pojechałam. Nie panowałam teraz nad swoimi emocjami. Nie wiedziałam co robie i po co. Działałam swoimi nogami i nieogarniętym rozumem.
W pociągu przespałam sie troche. Akurat obudziłam sie jak wjeżdżaliśmy do Rzeszowa. Wysiadłam z pociągu. Miałam pięć nieodebranych połączeń od mamy. Nie chciałam teraz z nią rozmawiać. Była godzina 20:00. Zaczełam isć w kierunku Krzyśka domu. Chociaż widziałam go tylko 2 razy w życiu to chciałam mu wszystko powiedzieć. Zaczeło robić sie chłodno. Miałam na sobie T-shirt, bluze i rozpinaną. Zbliżałam sie pomału do domu Państwa Ignaczak. Światła były zgaszone. Wywieszona była kartka ,że Igła jest na treningu Reprezentacji ,a Pani Iwona w sklepie z dzieciakami. Postanowiłam ,że pójde na hale. Zapamietałam wczorajszą drogę, wiec dzięki moim szybkim ruchom dotarłam na miesce w 30 min. Wszedzie stali stróże. Zaczełam biec w strone drzwi. Zauważyli Mnie i zaczeli biec za Mną. Wbiegłam szybko na hale, podbiegłam szybko do Igły. Stróże wciąż Mnie gonili. Krzysiek uśmiechnął się i przytulił Mnie. Na hale wbiegli ochroniarze z pałkami w ręku. Chłopaki z Reprezentacji wiedzieli co robić, wytłumaczyli wszystko im po czym opuścili sale.
- Co się stało, co tutaj wogóle robisz ? - zapytał zdezoriętowany Krzyś.
- Uciekłam z Legnicy. Byłam u lekarza bo źle sie czułam. - zaczełam mówił gdy zobaczyłam ,że każdy sie na Mnie patrzy i się przysłuchuje. - Dzisiaj odebrałam wyniki i okazało sie ,ze od dwóch lat choruje na białaczke i zostało mi półtora roku. - ostatnie zdania wypowiedziałam to nie mal w płaczu. - Przyjechałam tu bo musiałam z kimś porozmawiać. Chciałabym dotychczas spełnic swoje marzenia. Dwa z nich już spełniłam. Poznałam Ciebie i całą Reprezentacje. Zostało mi jeszcze pojechać na wasz mecz, zebrać od wszystkich autografy i zrobić sobie z nimi zdjęcia. - Igła widział jaka jestem rozbita. Przytulił Mnie. Widziałam jak jego i innych szkliły się oczy.
- Chodź jedziemy do Mnie. - uśmiechnął i poszedł do szatni.
Dzisiaj nie miałam ochoty na kubek capuccina z czekoladą. Prędzej bym zwymiotowała. Jadłam dzisiaj tylko śniadanie ,a czułam się jak bym zjadła z 5 posiłków. Jadąc w aucie była cisza, tylko Krzysiek włączył radio. Właśnie nadawali wiadomosci.
- Nadawane z ostatniej chwili :  coraz wiecej młodych osób umiera na białaczkę bo za późno sie skonsultowali z lekarzem.... - Igła wyłączył radio gdy zauważył ,że na moje policzki nad ciągnęła kolejna fala łez.
Podjechaliśmy już pod dom. Pani Iwona z dzieciakami byli już w domu. Weszłam za Krzysiem do środka.
- Ola ? Co ty tutaj robisz ? - zapytała zaskoczona
- Kochanie, potem ci wszystko wyjaśnię. - próbował zrobić coś aby przy Mnie nie był poruszany ten temat.
- Co na kolacje ? - zapytał głodny Ignaczak
- Frytki i paluszki  rybne. - powiedziała, kładąc na stół.
Usiadłam zaproszona do stołu ,ale niczego nie ruszałam. Żołądek odmawiał posłuszeństwa. Krzyś zdążył wszystko już wyjaśnić żonie wiec nikt Mnie o nic nie pytał ani do niczego nie zmuszał. Za dużo jak na jeden dzień. Chciałam odpocząć i chodź na chwile zapomnieć o wszystkim.
- Mogła bym dzisiaj tutaj przenocować ? - zapytałam nieśmiało.
- Jasne, raczej nie masz innego wyjścia, przecież nie wyrzucę Cię z domu. - powiedziała Pani Iwona. Po czym poszła na góre do pokoju dla gości, przygotować mi nocleg.
Siedzieliśmy dłuższą chwile w ciszy.
- Może jednak coś zjesz ? - spytał się Ignaczak.
Kiwnełam głową na nie.
- Możesz isć na góre. Jest tam też łazienka, możesz sie umyć. - powiedziała Pani Ignaczak schodząc ze schodów.
- Dziękuję. - próbowałam sie uśmiechnąć lecz marnie mi to wyszło.
Weszłam na góre ociężałym tępem. Najpierw poszłam do łazienki. Ściągnełam ubrania, weszłam pod prysznic. Puściłam wodę i delikatnie obmyłam każdą część ciała. Czułam się obolała i osłabiona. Wyszłam powoli, przebrałam się w przygotowaną piżamę. Położyłam się do łóżka. Leżałam chwile z otwartymi oczami. Wstałam. Uklękłam. Zaczełam sie modlić. Było za co dziękować Bogu. Za to ,że mogłam sie urodzić, za to ,że poznałam wspaniałych ludzi. Musiałam sie z tym prędzej czy później pogodzić. Podziękowałam również za te 15 lat życia. Szkoda ,że nie mogłam sie nim nacieszyć dłużej ,ale Bóg jest niecierpliwy i chciał Mnie jak najszybciej mieć przy sercu. Wstałam. Wziełam telefon do ręki. Napisałam SMS'a do mamy : Jestem w Rzeszowie, potrzebowałam spokoju. Nie długo wróce, nie bój sie o Mnie. Zgasiłam światło. Przez okno wbijał się mocny blask księzyca. Oświetlał cały pokój. Na komodzie stało zdjęcie gdzie na nim był Krzyś z Arkiem. Najlepsi Przyjaciele nigdy sie nie roztają. Zawsze byli i zawsze bedą Przyjaciółmi. Kiedyś i Arek złapie swego Przyjaciela za ręcę i poniesie wysoko do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz