wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 1


7:00 rano. Zbudziłam się z miną niedospanego dziecka pragnącego snu. Mimo tego w głębi duszy cieszyłam się z takiego życia. Tak właśnie chciałam żyć, tak właściwie żyłam zawsze. Za godzinę miały odbyć się lekcje a potem 3 godzinny treningu. Wstałam, zbudziłam swoją współlokatorkę. Obydwie miałyśmy takie same marzenia. Zostać siatkarką. Reprezentować pięknego białego polskiego orła na prawej piersi. Dumnie stać na środku boiska. Wsłuchiwać się w hymn. Spoglądać na salę pełną kibiców, odczuwać ściśnięcie w dołku. Obie pragnęłyśmy spełniać swoje marzenia. Postanowiłyśmy spełnić je razem.

9:50 rano. Kościół. Za 10 min ma się odbyć tutaj pogrzeb. Wieńce przygotowane, trumna otwarta ,a wokół niej stoją ludzie i opłakują kogoś. Wśród nich stoi Krzysztof Ignaczak z żoną i dziećmi. Igła uronił dwie łzy. Każdy w czarnym ubraniu. Jest godzina 10:00. Rozpoczęło się pożegnanie, msza. Trumna zamknięta ,a na niej koszulka z nazwiskiem i numerem jej idola. Miała żyć wiecznie, żyła 16 lat. Zjeżdża powoli pudło z drewna do ziemi ,a w nim szkielet z kupą mięcha. Z każdym dniem bedzie tego coraz Mniej. Ciało wiernej fanki rozłoży sie i zostaną tylko wspomnienia, imie i nazwisko wypisane na kartce.
1.
-Mamo gdzie moje ochraniacze !
-Wyprałam ci je, wiszą na balkonie.
-Dziękuje ! - krzyknełam, pobiegłam zabrać nakolanniki. Były jeszcze mokre co prawda ,ale ja sie nigdy bez nich nie roztaje.
-Ja lece bo sie spóźnie ! - chwyciłam torbe, rzuciłam szybkiego buziaka mamie w policzek i wybiegłam ile tchu z domu.
Dzisiaj przecież grała Nasza Szkoła o Mistrzostwo Legnicy. Nie mogłam sie spóźnić dlatego wsiadłam w pierwszy lepszy autobus, założyłam słuchawki i relaksowałam sie przed jedym z ważniejszych meczy. Dodała mi siły piosenka HansSolo - Dopóki jestem.
Przejchałam pare przystanków i byłam pod szkołą, pobiegłam szybko na sale. Dziewczyny już się rozgrzewały. Przebrałam szybko sie w swój strój, ubrałam mokre ochraniacze i pobiegłam na sale. Przeciwnik równiez już był i rozciągał sie. Stres i nerwy mnie zżerały od wewnątrz. Pół szkoły siedziało właśnie na trybunach i wypatrywało się w każdego z osobna. Nie których wgl nie interesował ten mecz wiec siedzieli i uczyli sie do następnych lekcji lub rozmawiali. Były też osoby naprawde zainteresowane. Wiernie kibicowali na każdym naszym meczu, śpiewali różne przyśpiewki. Jednym zdaniem prawdziwi kibicie.
Rozpoczął sie pierwszy set. Drugiego meczu. Meczu o wszystko albo nic. Pierwszy mecz bez żadnego problemu wygrałyśmy z GIM Nr 5. Byłyśmy wszystkie zdenerwowane, miałyśmy właśnie grać z GIM Nr 9. Dwie dziewczyny z tamtej szkoły chodziły ze Mną do klubu. Każdy teraz myślał o tym aby jak najlepiej zagrać, aby wygrać. W końcu było 24:24. Stałam obecnie na pozycji prawej obrony. Zdobyliśmy 24 punkt dlatego musiałam teraz zagrywać. Stanełam parę metrów od lini zagrywki i zaserwowałam. Tak ! . Przeciwniczka źle odebrała piłkę i niestety nie udało sie jej wyprowadzić na drugą stronę. Było teraz 25:24 dla Nas. Każdy był teraz jeszcze bardziej zdenerwowany, ta ostatnia piłka decydowała czy bedziemy Mistrzami Legnicy, czy przejdziemy dalej. Na wszelki wypadek stanełam jeszcze dalej, pod samą bramkę. Ustawiłam sie w miare spokojnie. Postanowiłam ,że zaserwuje jak Kurek. Na sali była niesamowita cisza, każdy wzrok wbijał sie we Mnie, nawet nauczyciele, których sport mało co interesuje. Namierzyłam ręką w miejsce które chciałam trafić. Wziełam głęboki wdech i wydech. Wyrzuciłam sb piłkę jak nigdy  i mocno w nią uderzyłam. Jesteśmy Mistrzami Legnicy ! . Był as. Radość była wielka, każdy podbiegł do Mnie i mi gratulował. Gratulował nam wszystkim za walkę i wytrwałość. Wykonaliśmy nasze okrzyki, odebraliśmy puchar, dyplom i nagrody. Poszliśmy wszyscy do szatni. Była godzina 15:40. Szybko przebraliśmy sie bo o 16:30 miałyśmy trening. Na sali byłam juz nie przytomna, ledwo żyłam. Strasznie chciało mi sie spać i wogóle nic mi sie nie chciało ,ale jakoś wytrwałam do końca. Przyszłam do domu i walnełam sie na łózko. Popatrzyłam sie na ściane. Patrzyłam właśnie na 13 osób , których kocham. Uśmiech z twarzy długo mi nie schodził. Kochałam Ich. Dawali mi zawsze siły do wszystkiego jak tylko o nich pomyślałam. Moje marzenie sie jeszcze nie spełniło aby ich spotkać na żywo, pojechać na ich mecz ,ale wieże w to że jednak kiedyś je spełnie. Usnełam od razu pograżona w siatkarskim śnie.



Pierwszy rozdział już za nami. Na początku krótki ,ale mam nadzieje ,że się to rozkręci. Proszę też o wyrozumiałość bo dopiero zaczynam :)
Opowieść ta zawiera w połowie prawdziwe informacje ,a w połowie nie prawdziwe.
Jest to moja bujna wyobraźnia , czasami się w głowie nie mieści ,ze takie coś jest zdolny ktoś wymyślić ;p. Mam nadzieje ,że ona was nie przerazi momentami ;D

Administratorka / aleksandra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz