wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 3


3.
- Ola, wstawaj ! - szturchała Mnie mama ,a ja za wszelką cene nie chciałam sie obudzić.
- Mamo , jeszcze 5 min , proszę ! - wymamrotałam to głosem wychodzącym za poduszki.
- Córa, mam dla Ciebie prezent ! Jako ,że dzisiaj są twoje urodziny Pani Iwona zaprosiła Nas na obiad do siebie. Dała mi swój numer i adres. Umówiliśmy sie na 15:00 wiec wstawaj bo nie zdążymy ! - słychać było w jej głosie zadowolenie.
Zerwałam sie szybko z łożka.
- Że co !? . Mamo ,ale ja nie mam co na siebie ubrać ! - zaczełam latać po całym pokoju nie wiedząc co ze sobą zrobić, zaczełam wywalać z torby wszystkie swoje ubrania ,a mama stała z boku i się ze Mnie śmiała.
- Dlaczego sie śmiejesz ! . To nie jest śmieszne ! . - powiedziałam z rozpaczonym głosem.
- Kochanie , dlatego zabieram Cię do sklepu ,żebyś sobie coś ładnego wybrała.
- Uf , dziękuje ci - odetchnełam z ulgą i mocną ją przytuliłam.
- Dobra to idź sie przygotuj, masz pół godziny .
Uśmiechnęłam sie i zamknełam za sobą drzwi od łazienki. Byłam tak bardzo podekstytowana tym wszystkim ,że zadzwoniłam do Ali i jej wszystko opowiedziałam . Ona tak samo jak ja nie mogła w to uwierzyć. Obiecałam jej autograf od Igły i musiałam sie juz rozłączyć bo mama sie niecierpliwiła. Zrobiła mi śniadanie ,które pomału stygło. Zjadłam, nażuciłam na siebie kurtke i wyszłam za mamą. Na szczęście mieszkałyśmy w samym centrum to blisko miłyśmy do galerii. Było dużo przecen i ładnych ciuchów. Postawiłam na wodny kolor. Marynarka, spodnie i conversy a topka biała. Po 2 godzinach chodzenia była godzina 13:40. Wróciłyśmy do hotelu. Przebrałam sie, zrobiłam sobie koka i lekki makijarz. O 14:20 byłam gotowa, mama również. Wyszłyśmy po 10 minutach ,bo musiałam przed tem sprawdzić na laptopie gdzie jest ta ulica. Okazało sie ,że kilka przecznic dalej. Było ciepło wiec nie brałyśmy kurtek, wziełam swój zeszyt i lustrzankę bez których nigdy sie nie roztaje. Rzeszów z szarej odchłani zimy zmieniał sie pomału w kolorowy raj wiosny. Chciałam tutaj zawsze mieszkać. Była już 14:50. Właśnie stałyśmy przed domem Państwa Ignaczak. Ogromny skromny domek jedno rodzinny z ogromnym zielonym ogrodem z basenem. Podeszłam do furtki i zadzwoniłam. W drzwiach pojawiła sie Pani Iwona w pięknej czarnej sukience ,a za nią stał Sebestian i Dominika także w odświętnych strojach.
- Wchodzcie śmiało - powiedziała z uśmiechem pani Ignaczak.
W domu ładnie pachniało, stół na środku stał już nakryty.
- Prosze, zapraszam, usiądcie - powiedział Igła.
Uśmiechnełam sie i podeszłam z mamą do stołu. Krzysiek był ubrany w białą koszule z czarnym krawatem, czarne spodnie i buty.
- Przygotowałam na dzisiejszy obiad kurczaka, mam nadzieje ze bedzie smakować - mówiąc to postawiła na stole ogromnego kurczaka ,a wokół niego ziemniaki ,które ładnie sie z nim uzupełniały.
- Smacznego ! - powiedział Igła z szerokim uśmiechem.
Kurczak był pyszny, po skończonym obiedzie dzieciaki poszły sie bawić do swojego pokoju ,a moja mama z Panią Iwoną poszły do sklepu bo mówiły ,że idą po jakieś wino. Zostałam wiec sama z Ignaczakiem w pokoju. Siedzieliśmy razem na sofie, Krzysiek włączył TV gdzie leciał własnie mecz siatkówki.
- Chcesz coś do picia ? - powiedział nagle.
- Nie, dziekuje. - uśmiechnełam się.
Posiedzieliśmy chwile w ciszy gdy nagle :
- A może jednak ? . - widać było ,że chce podtrzymac rozmowe ze swoją fanką ,ale kompletnie nie wiedział o czym rozmawiać ma.
- Nie, naprawde bardzo dziękuje. -kolejny raz uśmiechnełam sie i doszłam do wniosku ,ze na żywo jest jeszcze bardziej przy stojniejszy.
- Tak wiec... grasz w siatkówkę tak ? . - zapytał niepewnie.
- Tak, 5 lat w klubie. - byłam strasznie zdenerwowana ,ale jakoś dawałam rade opanować sie.
- Masz jakieś plany na życie związane z siatkówką ? .
- Będę z koleżanką walczyć o miejsce w Szkole Mistrzostwa Spotrowego w Sosnowcu. - powiedziałam to niezbyt pewnie bo o niczym takim wcześniej nie myślałam, tak palnełam poprostu.
- To fajnie, trzymam kciuki, a byłaś kiedyś na meczu Reprezentacji ? . - wyczułam w pytaniu nadzieje.
- Niestety nie ,ale miałam jechać do Wrocławia na Lige Światową i tutaj przyjechać na Memoriał Huberta Wagnera.
- Jak bedziesz jechać to zadzwon do Mnie, dam ci miejsca Vip . - uśmiechnął sie naładniej jak potrafił. Widok zwalał z nóg, dobrze ,że siedziałam.
- Dobrze . - ja także uśmiechnełam sie najładniej jak potrafiłam.
Weszły właśnie do domu roześmiane panie. Mama trzymała w ręku butelke wina ,a Pani Iwona jakieś pudło.
- Jesteśmy ! - krzykneła Pani Ignaczak.
Krzysiek przeprosił Mnie i opuścił salon. Ja wstałam bo zauważyłam specjalną i to podświetlaną ściane gdzie wisiały wszystkie dyplomy, medale, pamiętki i zdjęcia z różnych wyjazdów na mecze. Chciałam doknąć chodź jednego medalu. Przed Mną wisiał z Ligi Światowej. Ujełam go delikatnie w rękę i przesunełam palcami. Niesamowite uczucie. Wszedł własnie Igła ,który widział całe zajście ,ale nie przeszkadzał mi. Ujrzałam zdjęcie gdzie jest na nim cała Reprezentacja , również delikatnie przesunełam po nim palcami, półkę wyżej stało zdjęcie a na nim Krzysiek ze swoim Przyjacielem Arkiem. Wziełam je do rąk, wiedziałam ,ze te zdjecie wiele dla niego znaczy ,w końcu był to jego Przyjaciel i stał na miejscu honorowym. Łza ukratkiem spłyneła po mym policzku a druga na zdjęcie. Odłożyłam je na miejsce i odwróciłam sie, Krzysiek stał przed Mną. Ani ja ,ani on nie wiedzieliśmy co zrobić w końcu Pani Iwona zawołała nas i dzieciaki. Poszłam do kuchni. Nie mogłam sama w to uwierzyć, na ladzie stał tort-mikasa. Łzy poleciały mi ze szczęścia, było pięknie, było jak chciałam. Mama zapaliła świeczki, wszyscy odśpiewali mi sto lat, zdmuchłam świeczki. Każdy podszedł do Mnie ze składaniem życzeń, był to mój drugi naszczęśliwszy dzień w życiu. Tort był pyszny i piękny ,aż szkoda było go kroić. Zobaczyłam ,że Igła przyniósł torbe do pokoju, podszedł do mnie i powiedział :
- Jade na trening z Reprezentacją, jedziesz ze Mną ? - powiedział i pokazał swój zabójczy uśmiech.
Nie to nie może być prawdą ! , dzisiaj miałam spotkać sie z Reprezentacją całą, poznać wszystkich, nie na dzisiaj za dużo prezentów , nie mogłam sie zgodzić.
- Mogę ?  Naprawdę ? Tak ! Jade ! - znowu łzy mi puściły, nie mogłam uwierzyć ,ze to wszystko dzieje sie naprawde, w dwa dni.
Igła czekał na Mnie już w aucie.
- Uważaj na siebie i baw sie dobrze kochanie . - powiedziała również ze łzami w oczach mama. Cieszyła sie najwyraźniej z mego szczęścia.
Wsiadłam do dość sporego auta Państwa Ignaczak po czym opuściliśmy posesje.
Po 20 min, byliśmy na miejscu. Stałam właśnie przed ogromną halą. Na parkingu stał prywatny autobus Reprezentacji. Już są. Weszliśmy do środka, nagle przystanełam przed samą salą. Igła wyczuł ,że boje się.
- Nie ja tam nie wejde, boje sie, jestem strasznie zdenerwowana.
Igła zaśmiał sie, złapał Mnie za rękę i pociągnął na hale. W środku siedzieli na krzesłach siatkarze i słuchali jak AA tłumaczy im coś.
- Siema chłopaki. - wykrzyknął Krzysiek i wyszczerzył zęby.
- Igła ! , kogoś ty nam przyprowadził ? - spytał sie Kurek, każdy miał uśmiech na twarzy.
- Naszą fankę !
- Nazywam sie Ola. - podeszłam do każdego i podałam rękę. - Przyszłam jeżeli mogę oczywiście popatrzeć na was jak gracie bo jestem wielką fanką i poprostu może podpatrze jakieś ćwiczenia ,które przydadzą mi sie na treningach.
- Mała siatkarka ! - krzyknął Kurek, po czym zaczeliśmy się śmiać.
Usiadłam na trybunach. Rozpoczął się trening. Każdy bardzo cięzko trenował jeżeli coś sie mu nie udało to próbował jeszcze raz. Były ataki, zagrywki które Igła po drugiej stronie siatki przyjmował. Żadnej piłki nie odpuścił w końcu to jeden z najlepszych Libero Świata. Trening trwał 2 godziny. Każdy był zmęczony, mokry ,ale i tak wszystkim dopisywał humor. Usiadłam sobie w holu, stał akurat obok automat z gorącymi napojami. Wrzuciłam monete, wcisnełam guzik capuccino z czekoladą. Usiadłam, wypiłam gdyż na dworze robiło sie chłodno. Wyszedł właśnie Igła z szatni z Kurkiem i śmiali sie z czegoś jak zwykle zresztą.
- Idziemy ? - spytał Igła
- Idziemy. - powiedziałam wyrzucając kubek do śmieci
- Poznaj Bartka, Bartek to jest Ola.
- Cześć. - powiedział, podał mi rękę i pokazał swój równie zniewalający uśmiech. Byłam w siódmym niebie.
Odwzajemniłam uśmiech i uścisk po czym wyszłam z dwoma mężczyznami z budynku, wsiadłam do auta, zapiełam się pasami. Oczywiście musiałam czekać na niego bo był zagadany z Bartkiem. Po 5 min ruszyliśmy w strone domu. Wysiadłam z auta, weszłam do domu. Mama z Panią Iwoną oglądały mecz siatkówki. Posiedziałyśmy jeszcze troche i już sie zbierałyśmy.
- Chciałam podzieńkować za dzisiejszy dzień. To był naprawde jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. - przytuliłam sie do Krzyśka, pani Iwony, pozegnałam sie z dzieciakami. Mama poszła w moje ślady. Pomachałyśmy jeszcze na pożegnanie rodzinie Ignaczak i ruszyłyśmy przed siebie. Po pół godzinie byliśmy już w motelu. Była godzina 21:00. Stwierdziałyśmy z mamą ,że jesteśmy zbyt zmęczone dzisiejszym dniem wiec ściągnełyśmy buty, położyłyśmy sie gwałtownie na łóżko i odrazu zasnełyśmy.

Druga Adminka kazała mi dodać następny rozdział. 
Nie wiem czy to wgl ktoś czyta wiec bardzo proszę o komentarze :))

 Aleksandra

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz