czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 14


14.
Rano obudziłam się około 9. W aucie byłam sama. Ogarnęłam sie troche i wyszłam z auta. Zastanawiałam sie gdzie jest Zbyszek. Telefonu nie odbierał. Nim schowałam go do kieszeni ktoś zadzwonił, na wyświetlaczu pojawił się Krzysiek.
- Tak ? - powiedziałam do telefonu.
- Ola ? Ile razy mam do ciebie dzwonić ? Gdzie wy jesteście ? Miałaś wczoraj zadzwonić! - mówił niemal krzycząc.
- Igła, spokojnie. Przepraszam ,ale tak się wczoraj dobrze bawiłam ,że zapomniałam. Nie wiem kiedy wrócimy bo sytuacja jest dziwna. - powiedziałam troche zakłopotana.
- Gdzie jesteście ?
Rozejrzałam się wokół siebie. Oprócz drzew, trawy i zieleni nic innego nie było.
- Yy no. Muszę już kończyć. Zobaczymy się potem.
Szybko się rozłączyłam. Chciałam uniknąć kłopotów. Martwił sie o Mnie i nie chciałam ,żeby wiedział ,że Zbyszek zostawił Mnie samą w środku lasu.
 Siedziałam i myślałam o swoim życiu. O przyszłej szkole. O Igle i Zbyszku. O mojej śmierci. Nie chciałam umierać, chciałam żyć z Zibim, być zawsze u jego boku. Chciałam żyć z siatkówką. Najważniejszą rzeczą w moim życiu. Chciałam grać. Chciałam płakać z przegranej i wygranej. Chciałam przeżywać wszystko. Chciałam po prostu żyć. Jeszcze dużo życia przed Mną ,a jest mi dane zaraz umrzeć. Nie chciałam ,żeby bliscy cierpieli.
 Po 30 minutach przyszedł Zibi. Zobaczył moje łzy.
- Dlaczego płaczesz ? - zapytał.
Popatrzyłam się mu w oczy. Łza która spływała mi właśnie po policzku została otarta przez Zbyszka.
- Ja nie chcę umierać. - oznajmiłam.
Zibi mocno Mnie przytulił. Poczułam na karku jego łzy. Zależało mu na Mnie. Starał się zdobyć me serce. Udało się mu.
Krótko potem Zbyszek powiedział ,że był w Krakowie. Dotarł tam po godzinie drogi, ale wrócił bez koła. Chciałam już wrócić do Spały mimo tego ,że było mi z siatkarzem dobrze. Zibi otworzył bagażnik gdyż miał tam butelke wody. W rogu leżało coś czarnego. Podeszłam bliżej i wyciągnęłam koło. Popatrzyłam sie na Zbyszka, a on na mnie. Mimo smutnego nastroju zaczeliśmy się śmiać. Bartman założył koło i pojechaliśmy do ośrodka. Przez całą drogę nikt się nie odezwał. Zjechaliśmy jeszcze na stacje zjeść śniadanie. Tam również nikt nic nie mówił. Czasami łzy mi leciały nawet jak o tym nie myślałam. Zibi wszystko widział. Widziałam po jego minie ,że rozmyśla nad tym, jemu też łza nie jedna spłyneła ze smutnych oczu. Chciał mi pomóc ,ale nie wiedział jak. Zostało mu tylko przeżywać wszystko ze Mną.
Gdy byliśmy już pod ośrodkiem wyszłam z auta. Zbyszek powiedział ,ze musi jeszcze coś załatwić i przyjdzie do Mnie potem. Udałam sie do pokoju. Wcześniej jeszcze poinformowałam Igłe ,że już jestem. Chciał pogadać ze Mną ,ale powiedziałam ,że nie teraz bo nie jestem w nastroju. Gdy tylko przyszłam do pokoju żuciłam sie na łóżko. Włączyłam TV. Leciał program o tym jak to młode osoby chorują na nieuleczalne choroby i umierają. Wyłączyłam. Łzy cisnęły mi się do oczu. Podeszłam do okna. Był już wieczór i nastał piękny zachód słońca, który oświetlał miasto na pomarańczowo. W moich oczach i umyśle to był znak ,że już nie długo to światło zaprowadzi Mnie na inny świat gdzie prawdopodobnie bedzie mi lepiej, tylko ,że bez osób których Kocham i Siatkówki. Usłyszałam pukanie. Był to Zibi. Staliśmy właśnie przed sobą. Patrzeliśmy sobie w oczy. Pocałował Mnie i przytulił mówiąc ,że bedzie dobrze, żeby teraz o tym nie myślała. On się Mną zaopiekuje ,żebym nie żałowała swego życia.
Zeszliśmy na kolacje w ciszy. Na stołówce jak zwykle wszyscy już byli. Po naszym przyjściu każdy rzucił uśmiech w naszą strone. Chcieliśmy nie pokazywać ,że coś jest nie tak. Jednak przed Igłą nic nie da sie ukryć. Wyczaił ,że coś się stało ,gdyż po kolacji oznajmił ,że chce ze mną porozmawiać.
Na dworze było ciepło i mnóstwo świecących gwiazd. Szłam z Krzyśkiem po parku.
- Ola. Powiedz mi co się z Tobą dzieje. - zapytał w końcu.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Rozpłakałam się. Igła szybko stanął i mocno Mnie przytulił.
- Nie płacz. Proszę. Jesteś dla Mnie.. - przerwał. Popatrzył się mi w oczy i znowu przytulił. Nie potrafił do kończyć zdania. Chociaż nic nie powiedziałam wiedział co mi jest. Przeczytał to w moich oczach. Znamy się 4 miesiące ,ale dużo juz o Mnie wiedział. - Jesteś dla Mnie kimś ważnym. Nigdy cię nie zapomnę. Ja i Iwona, Zibi, siatkarze, twoja mama i najbliżsi jesteśmy teraz z Tobą i w każdej chwili ci pomożemy. W naszych sercach na zawsze pozostaniesz. Kochamy Cię mocno. Jesteś jak moja druga córka. - powiedział w szlochu całując Mnie w czoło i tuląc jak najmocniej potrafił. Zaczełam płakać ponownie, Igła zawsze dobiera słowa po których mowe odbiera. Cieszyłam się ,że poznałam tych wszystkich cudownych ludzi, że zgodzili się, co lepsze sami się zobowiązali do tego ,że pomogą mi przejść najtrudniejsze chwile, że bedą ze mną do końca.
Chciałam już wracać do domu. Szliśmy wolnym krokiem. Krzysiek co chwile na Mnie zerkał. Czasami nie mogłam zrozumieć dlaczego się tak dziwnie zachowuje, tak inaczej, ale starałam sie o tym nie myśleć teraz.
Po 15 minutach byliśmy przed ośrodkiem. Igła odprowadził Mnie pod pokój.
- Igła. Jeszcze raz dziękuję Ci za wszystko. Dobranoc. - powiedziałam. Krzysiek oddalał się a ja otwierałam pokój. Gdy miałam już wejść do środka Libero zawołał ,abym poczekała. Odwróciłam się ,a on stał przed Mną.
- Słucham ?  - zapytałam.
Wyglądał jak by coś go gryzło. Jak by nie mógł powiedzieć tego co chciał.
- Bo ja... nie wiem jak to powiedzieć.
Złapał Mnie za ręce, spojrzał mi głęboko w oczy, jak by szukał tego słowa które nie mógł teraz powiedzieć. Nie wiedziałam z jakiej przyczyny łza zaczęła mu wolno spływać bo policzku.
- Krzysiek ? Wszystko w porządku ? - zapytałam zaniepokojona.
Spojrzał jeszcze raz na Mnie.
- Kocham Cię. - rzucił szybko po czym pocałował. Nie wiedząc czemu odpowiedziałam mu. Po chwili zniknął. Uciekł. A teraz stałam pod drzwiami sparaliżowana nie kontaktując. Nagle otworzyła się winda i wyszedł z Niej Bartman. Podszedł do Mnie i musnął moje wargi.
- Coś sie stało ? Dlaczego tak stoisz ? - zapytał Zbyszek.
- Nie nic sie nie stało. - pomyślałam ,ze nic mu nie powiem. Najlepiej ,zeby sie nie dowiedział. Ja sama musiałam to wszystko sobie przemyśleć. - Jestem tylko zmęczona.
- To chodź zrobię Ci masaż. - powiedział z uśmiechem Zibi i wciągnął do pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz