21.
Gdy obudziłam się rano wszędzie było strasznie brudno. Puszki i butelki porozwalane, chipsy wysypane. Wstałam powoli i popatrzyłam się na nich. Wyglądali strasznie śmiesznie. Była 9:00. Postanowiłam ,że obudze ich delikatnie.
- Wstawać! - krzyknęłam naprawdę głośno.
Każdy wystraszony szybko się obudził i popatrzył na mnie. Zadowolona krzyknęłam znowu.
- W szeregu zbiórka!
Wszyscy pospiesznie wstali i ustawili się na baczność.
- Kolejno odlicz!
Im nie było do śmiechu ,a ja z trudem się powstrzymywałam. Jest cała dwunastka.
- Spocznij, rozejść się do pokoi!
Każdy odetchnął z ulgą i szedł do swojego pokoju.
- Zaraz a kto posprząta, sam nie będę! - krzyknął oburzony Bartek.
Chłopaki wnet się odwrócili i zaczeli wszystko zbierać. Widać było ,że im się nie chce i chyba mają kaca bo marudzili ciągle ,że głowa ich boli.
- Jej jaka ty groźna jesteś. - powiedział Jarosz. - Nie znałem cię od tej strony.
- Chyba nikt nie znał. - poprawił Winiarski.
- Nie gadać, sprzątać! Za pół godziny widzimy się na stołówce!
- Tak jest pani generał! - krzykneli chórem.
Z zadowoleniem opuściłam pokój. Miałam pojutrze już wyjechać wiec zaczełam powoli pakować swoje rzeczy. Tak bardzo nie chciałam stąd wyjeżdżać. Było mi tu cholernie dobrze, ale Andrea chciałby się bardziej skupić na treningach i innych rzeczach ,a ja bym tylko przeszkadzała. Szybko zleciał mój pobyt. Nie tęskniłam za domem. Najgorsze było to ,że ze Zbyszkiem i Igła spotkam się dopiero za miesiąc.
Była już godzina śniadania. Opuściłam pokój i ruszyłam na stołówkę. Chłopaki już siedzieli i o czymś dyskutowali.
- Chłopaki, idzie! - krzyknął Paweł.
Gdy przekraczałam próg cała dwunastka stała na baczność. Tak mi się chciało śmiać ,że nie mogłam się opanować. Zajełam miejsce i kazałam im usiąść. Sniadanie miałam już przed nosem ładnie podane. Jakimś cudem nikt się nie odzywał tylko siedział wyprostowany z gracją. W końcu nie wytrzymałam.
- Dobra chłopaki to co było rano to tak dla żartów. Wygłupiajcie się, gadajcie bo jakoś tak cicho.
Każdy popatrzył na siebie i nagle zaczął się gwar. Zaczeli rozmawiać, śmiać się i wygłupiać.
Dokończyłam kanapki z dżemem i ruszyłam do pokoju. Zabrałam swoją torebkę i poszłam na miasto. Przed wyjazdem chciałam pójść na jakieś zakupy. W końcu mama dała mi pieniądze a ja ich nie wykorzystałam. Weszłam do najbliższej galerii. Wchodziłam nie mal do każdego sklepu po czym wychodziłam z niego z jakąś rzeczą. Po dwóch godzinach wróciłam cała obładowana. Po drodze wstąpiłam jeszcze do kawiarni na kawe i zadzwoniła do mnie mama.
- Cześć córa. Co tam u ciebie ?
- A wszystko w porządku, właśnie byłam na zakupach kupić pare drobiazgów. A co u ciebie ?
- Dobrze. Siedze na tarasie z Iwoną i pijemy kawe. Kiedy wracasz ?
- Pojutrze.
- Nie chcesz prawda ?
Jak ona dobrze mnie znała. Wiedziała ,że mimo iż poznałam całą reprezentacje od kuchni i przyjaźnili się ze mną to szalałam z nimi.
- Jak ty mnie dobrze znasz. Bardzo dobrze mi jest tutaj. Mogłabym całą wieczność siedzieć przy ich boku. Kocham ich po prostu.
- Jestem z ciebie dumna. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Jak będę w Rzeszowie to dam znać. Prawdopodobnie Zbyszek przywiezie mnie.
- Dobrze. To ja ci nie przeszkadzam, trzymaj się.
Dochodziłam już do ośrodka. Gdy wchodziłam po schodach nie wiem jakim cudem ,ale wypadły mi torby. Gdy zaczełam zbierać usłyszałam męski głos.
- Poczekaj, pomogę ci. - powiedział z uśmiechem Igła.
W pokoju odłożyłam rzeczy, podzieńkowałam Krzyśkowi i zaczełam wszystko przymierzać. Zajeło mi to sporo czasu ,ale z wszystkiego byłam zadowolona.
Głodna ruszyłam na stołówkę. Jedząc obiad zapytałam chłopaków czy mają wolny wieczór.
- A co ? Chciałaś poigraszkować z nami ? - spytał kusząco Kurek.
Bartman spojrzał tylko na niego wrogo ,a on w geście poddania uniósł ręce do góry.
- Bo tak pomyślałam ,że moglibyśmy pograć w butelkę.
Siatkarzą podobała się ta propozycja.
- Dobra to spotykamy się u Kurka. - powiedział Guma.
Chłopaki byli trochę zdziwieni Pawła ,gdyż on się zazwyczaj w takie zabawy nie bawi.
- No co ? Człowiek tez musi się czasem rozerwać nie. - powiedział na usprawiedliwienie.
- To jesteśmy umówieni po kolacji. - powiedziałam. - A nudzi komuś teraz ? - zapytałam znowu. - Bo poszłabym chetnie na siłownie. Może któryś by mi chętnie pokazał jak się tych urządzeń używa. - powiedziałam kusząco i niewinnie.
Jak się zerwali i stanęli obok mnie.
- Ja, ja! - krzyczeli jeden za drugim.
Zaczełam się śmiać.
- To za 5 minut na siłowni się wszyscy widzimy.
I popedzili wszyscy do swoich pokoi po rzeczy. Bartman jednak został przy mnie.
- Co tam kochanie słychać? - zapytałam.
- Myślałem ,że spędzimy czas razem. Pojutrze wyjeżdżasz przecież. - powiedział smutno.
- Kotku jutro obiecuje ci ,że będę miała czas tylko dla ciebie. - powiedziałam całując go w czoło. - A teraz chodź idziemy po rzeczy i lecimy na siłownie. Musisz mi przecież pokazać jak się podnosi ciężary nie.
Widziałam z daleka ,że wszyscy już są ,ale zamiast ćwiczyć każdy rozmawia. Gdy weszłam do środka wszyscy sie zerwali i udawali ,że ciężko pracują. Zaczeliśmy się ze Zbyszkiem z nich śmiać.
- I tak wiem ,że udajecie. - powiedziałam.
- Uf. Dobrze ,że to zobaczyłaś bo myślałem ,że już nie wytrzymam dłużej tak udawać. - powiedział Ruciak po czym wybuchła salwa śmiechu.
Na początku zaczełam małe rozciąganie ,aby czegoś sobie nie naderwać ,a potem weszłam na pierwsze urządzenie. Postanowiłam ,że najpierw pobiegam na bieżni. Co minute podkręcałam na coraz szybciej. W końcu po pół godzinach zeszłam i podchodziłam do kolejnych urządzeń. Każdy był przy jakimś wiec do każdego podchodziłam i tłumaczył mi jak czegoś używać. Nieźle sobie radziłam ,ale po dwóch godzinach miałam już dość.
- Dobra chłopaki. Dzięki za pomoc. Idźcie się umyć ,a potem na kolacje.
- A może razem się wykąpiemy ? - zapytał podchodząc bliżej Zbyszek.
- Myśle ,że sam też potrafisz. - pocałowałam go i uciekłam.
Na stołówce omawialiśmy czego ogólnie będzie dotyczyc gra.
- Na rozbieranie ? - zapytał z nadzieją Kurek.
- No jestem ciekawa czy chcielibyście się rozbierać przy sobie. - powiedziałam ze śmiechem.
- Ale kto powiedział ,że my bedziemy sie rozbierać. - dodał Winiarski.
- No ciekawe, ja będę sie rozbierać ,a wy patrzeć. To co to ma być za gra.
- To może na kase ? - zaproponował Ruciak.
- Nie, to musi być co takiego... mhm.
Każdy myślał i myślał.
- Wiem! - krzyknął Jarosz. - A może tak na buziaki!
Zaczeliśmy się śmiać.
- No co ?
- Jak to co, będziecie buziaki sobie dawać ?
- No ,ale ty.
- Ej! - krzyknął Bartman. - Jej usta należą tylko do moich! - zagroził.
- Kochanie spokojnie. - powiedziałam ze śmiechem po czym dałam mu buziaka.
- To może.. zagramy na szczerość. - podsunął Ziomek.
- Okej, zgadzacie sie ? - zapytałam. Nikt nie zaprzeczył. - No to co idziemy ? Macie butelkę ?
- Ja mam jeszcze po wczorajszej imprezie. - powiedział Kurek.
W pokoju każdy znalazł sobie wygodne miejsce i zasiadł. Kręcić rozpoczęłam ja i wylosowałam Bartmana.
- Kochasz Mnie ? - zapytałam.
- Ale pytanie, to przecież oczywiste nie. - powiedział po czym wbił się w moje usta.
- Dobra, dobra zostawcie czułości na potem. - powiedzial Igła.
Przez najbliższe pół godziny nie byłam wylosowywana ,ale i tak się dobrze bawiłam. Było dużo śmiechu i każdy się lepiej poznał. O każdym dowiedziałam się różnych śmiesznych rzeczy. Poczułam się trochę senna po czym wstałam.
- Dobra ja ide spać.
- Co tak szybko ? - zapytał zaskoczony Ziomek.
- Śpiąca jestem.
- No ,ale czekaj jeszcze chwile. - słyszałam zdenerwowanie w głosie Zbyszka. Zależało mu aby jeszcze została.
Usiadłam. Kręcił teraz Bartman. Butelka kręciła się i kręciła. Nagle zatrzymała się przed mną. Zbyszek wstał. Wyciągnął rękę po to abym wstała. Nagle on uklęknął przy mnie. Ja i chłopaki byli zdezorientowani i wpatrywali się w Zbyszka wyczekując na kolejne jego ruchy. Nagle wyjął z kieszeni małe czerwone pudełeczko.
- Ola, wyjdziesz za mnie ?
Nie tylko ja ,ale i chłopaki byli w szoku. Coś mnie za gardło ścisnęło ,że nie mogłam wydobyć na chwile z siebie słowa. Popatrzyłam się w stronę Igły. Z uśmiechem pokazywał abym się zgodziła, reszta chłopaków również chociaż było widać ,że nie są zbytnio zadowoleni z tego. Wiedzieli jaka różnica wieku nas różni, być może to ich przestraszyło ,że jak to będzie wyglądać, co powiedzą rodzice ,ale wiedzieli również co czeka mnie za rok i potrzebuje bliskości.
- Tak. - powiedziałam w końcu.
Radosny Zbyszek wstał u ujął mnie w ramiona. Byłam szczęśliwa. Włożył na mój palec pierścionek z brylantem. I szepnąl mi do ucha.
- Dziękuję ci. Kocham cię.
- To ja dziękuję, ja ciebie też.
- Gorzko, Gorzko! - krzyczeli chłopcy.
Z uśmiechem popatrzylismy się na siebie po czym wbił się w moje usta. Chłopaki zaraz zaczeli składać życzenia po czym opuściliśmy pokój.
- Śpisz dzisiaj u mnie ? - zapytałam.
- A już myślałem ,że nie spytasz.
W pokoju oparł mnie o ściane i zaczął całować ze stopniową namiętnością ,a potem wylądowaliśmy w łóżku i ze zmęczenia zasnęliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz