9.
Prawie całą niedziele przygotowywałam się do szkoły ,którą dzisiaj miałam rozpocząć. Nie znałam jeszcze zbyt tego miejsca i nie wiedziałam co Mnie czeka. Wstałam rano o 7. Igła zadeklarował sie ,że zawiezie i przyjedzie po Mnie. Byłam lekko zdenerwowana. Trzy razy sprawdzałam czy wszystko mam spakowane. Wsiadłam w Igły auto i pojechaliśmy.
- Ola spokojnie, dasz rade. Taka niesamowita dziewczyna jak ty poradzi sobie. - uspokajał Mnie Krzysiek.
Uśmiechnęłam się lekko. Gdy przyjechaliśmy na miejsce popatrzyłam na szkołe ,a potem na Igłe, uśmiechnął się po czym pocałował Mnie w policzek.
- To powinno Cię ruszyć. - powiedział z uśmiechem.
Wysiadłam z auta. Stałam przed nową szkołą. Wziełam głęboki wdech i wydech po czym weszłam do środka. Idąc korytarzem na ścianach wisiały materiały związane z siatkówką. Usłyszałam dzwonek. Doszłam akurat pod sale gdzie miałam mieć lekcje. Polski z moją nową wychowawczynią. Weszłam nie pewnie do klasy, każdy zajmował miejsce i przyglądał się mi. Po chwili do sali weszła z uśmiechem pani, wyglądała na sympatyczną. Podeszła bliżej Mnie i zwróciła się do klasy.
- To jest wasza nowa koleżanka o ile się nie myle Ola. Od dzisiaj będzie z wami uczęszczać do jednej klasy. Idź proszę zajmij miejsce.
Na samym końcu było wolne miejsce , podeszłam bliżej i zapytałam siedzącą tam dziewczyne.
- Moję się dosiąść ? - powiedziałam po czym lekko się uśmiechnęłam.
- Jasne . - powiedziała z uśmiechem.
- Aleksandra .
- Zosia.
Połowe lekcji siedziałam i myślałam prawie o wszystkim bo nie starczyło mi czasu. Dzisiaj miałam 5 lekcji , jedna mineła jeszcze 4 . Chciałabym zobaczyć sie teraz z Krzyśkiem, pójsć z nim na spacer, pogadać, pośmiać się ,ale musiałam przeżyć jeszcze cztery godziny. Następna lekcja to wf. Po dzwonku poszłam do szatni się przebrać, oczywiście musiałam sie pytać ,mnóstwo osób jak tam trafić. Przebrana weszłam na sale, miałam na sobie swoją ulubioną koszulkę z volleymani, szare spodenki i buty do siatkówki. Zaraz podeszła do Mnie Zosia i spytała.
- Grasz w siatkówkę ?
- Tak. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Okazało się również ,że gramy w siatkę. Najpierw ćwiczenia miałyśmy ,a potem przeszłyśmy do piłek. Odbijałam z nowo poznaną koleżanką. Nawet dobrze jej szło tak jak pozostałym. Po 10 minutach był atak. Nasza wf-istka była zaskoczona tym ,ze potrafie grać. Zgrywki ,a potem rozpoczełyśmy gre. Byłam w drużynie z dziewczynami ,które akurat zainponowały mi swoją gra. Sety trwały dość nudno, ale moja drużyna szczęśliwie wygrała.
Po wf-ie nastąpiły kolejne trzy lekcje które szybko się skończyły. Przed szkołą stał już samochód Krzyśka. Z uśmiechem ,że już w końcu mogę go zobaczyć wsiadłam szybkim ruchem do auta.
- Hej, jak tam ? - powiedział odpalając auto.
- A dobrze, zapoznałam się w dziewczynami.
- Mówiłem ze bedzie dobrze, jedziemy szybko do domu bo Iwonie nie chciało się robić obiadu to twoja mama robi i dzisiaj u ciebie jemy - powiedział ze śmiechem. - Wstąpimy jeszcze do cukierni po pączki.
W domu byliśmy po 30 min. Pachniało pysznie przyżądzone spagetti. Poszłam umyć z Krzyśkiem ręce, oczywiście chlapaliśmy się na wzajem ,ale gdy usłyszeliśmy krzyk zdenerwowanej mamy ,ze obiad stygnie, zakręciliśmy kran i szybko usiedliśmy do stołu. Posiłek spoZywaliśmy w spokoju, jednynie dzieciaki ze sobą rozmawiały po swoim języku. Było dzisiaj ciepło wiec postanowiliśmy z Igłą ,że pójdziemy wieczorem się przejść. Musiałam odrobić lekcje, ale na szczęście te tematy miałam już przerobione z tamtej szkoły.
O koło 19 do mojego pokoju wkroczył Krzyś.
- To co idziemy ?
- Idziemy.
Szliśmy wąską dróżką, która prowadziła na łąkę. Rosło na niej pełno czerwonych maków. Z dala można było dostrzec góry, które dopasowały się idealnie do zielonych dolin z oddali. Wszystko wyglądało jak z obrazka. W końcu przystaneliśmy, poczuliśmy lekki ciepły wiatr, usiedliśmy na trawie. Niebo stawało się już pomarańczowe, słońce pomału zachodziło. Wpatrywałam się w Krzyśka.
- Ale ty jesteś przystojny. - powiedziałam mu bez chwili namysłu.
Igła zaczął się śmiać ,a ja wraz z nim.
- Masz taki piękny uśmiech i oczy. - powiedziałam z powagą.
Przyglądał się mi chwile po czym wstał.
- Dobra wracamy do domu na pączki, kto ostatni nie dostanie żadnego.
Po tych słowach szybkim ruchem zerwałam sie z miejsca i pobiegłam jak najszybciej umiałam. Przed bramką byliśmy już po pięciu minutach ,ale przybieglismy w tym samym czasie.
- Dobrze biegasz siatkarko . -ledwo co wypowiedział te słowa.
- Ty też siatkarzu.
Weszliśmy do domu, Kobiety z dzieciakami siedziały na tarasie i jak zwykle plotkowały. Rzuciałam sie ociężałym ruchem na łóżko, byłam zmęczona.
- Krzysiek ! Chodź na chwile. Chciałam Cię o coś prosić.
Po chwili siedział już obok mnie, podając mi pączka.
- Bo jest taka sprawa. Chciałabym ,żebyś zabrał Mnie do Spały gdy bedziesz jechać. - powiedziałam nieśmiałym głosem.
- Chciałbym ,żebyś pojechała ze mną ,ale nie wiem co na to trener. Obiecuje z nim porozmawiać.
- Dziękuję Ci bardzo. - rzuciłam się mu na szyje i mocno przytuliłam - Idę spać bo jestem zmęczona ,a jutro kolejny dzień w nowej szkole. - powiedziałam niezadowolonym głosem.
- Nie załamuj się , w każdej chwili możesz do Mnie zadzwonić to po ciebie przyjade.
- Igła.
- Tak ?
- Dziękuję ,że zgodziłeś się być blisko mnie, pomóc mi w przejściu trudnych chwil. Dziękuję ,że jesteś moim Przyjacielem. - pocałowałam go w policzek po czym ruszyłam w strone schodów.
- To ja dziękuję ,ze pojawiłaś się w moim życiu. - powiedział po czym rzucił mi uśmiechem.
Twój blog czeka u mnie cierpliwie w kolejce ;)
OdpowiedzUsuńhttp://walcze-bo-warto.blogspot.com/2013/04/osiemnascie.html pojawiła sie osiemnastka, więc zapraszam :) Miło widziane opinie ;p pozdrawiam, poziomkowa ;)
Mam nadzieje ,że spodoba się :)).
UsuńNa pewno zaglądnę :)